Dziennik Gazeta Prawana logo

Prof. Korzeniowski: Po katastrofie smoleńskiej wzrósł poziom politycznej paranoi

20 października 2017, 11:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wskaźnik obrotów silnika numer 2
Wskaźnik obrotów silnika numer 2 /faktysmolensk.gov.pl
W określonych sytuacjach myślenie paranoiczne bywa racjonalną przenikliwością. Czujność i podejrzliwość mają wiele zalet. Ale jeśli ta orientacja zaczyna nam organizować kontakty z całym światem, wtedy robi się nerwowo - Krzysztof Korzeniowski profesor zwyczajny, kierownik studiów doktoranckich Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Autor książki "Polska paranoja polityczna".

Czy Polacy są szczególnie narażeni na paranoję polityczną, czy też może ich skłonność do nurzania się w teoriach spiskowych jest porównywalna do tej spotykanej w innych nacjach?
Nie odbiegamy jakoś szczególnie w skłonności do ulegania konspiracjonistycznym wizjom świata od innych narodów. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że w pierwszej dekadzie XXI w. ta nasza skłonność się zwiększyła, a po katastrofie smoleńskiej wzrósł – nie wiem, czy w sposób trwały – poziom politycznej paranoi.

Kiedy w Iranie w niewyjaśnionych okolicznościach ginie fizyk atomowy, ludzie są skłonni myśleć, że stoi za tym wywiad Izraela lub USA, i nikt nie podejrzewa ich o manię spiskową. Ale kiedy spada polski samolot z niemal setką osób na pokładzie, w tym z najwyższymi dostojnikami państwowymi, wtedy ci, którzy szukają w tym wydarzeniu drugiego dna, narażają się na miano paranoików wszędzie węszących spiski. Dlaczego?
Spisek, jak każde słowo, może być nacechowany afektywnie. I jak każde słowo może służyć temu, żeby ludzi podzielić lub zdyskredytować. Natomiast określenia wyrażające stany chorobowe lub okołochorobowe służą temu wręcz perfekcyjnie.

Kiedy słyszy pan o takim wydarzeniu jak w Teheranie czy Smoleńsku, pierwsza pańska myśl to: "nieszczęśliwy wypadek" czy może raczej: "coś"?
Tak długo zajmuję się teoriami spiskowymi, że pomyślałbym, iż to nieszczęśliwy wypadek. I jeszcze, że na pewno znajdzie się ktoś, kto zacznie podejrzewać to "coś". A jak już się znajduje, dziwię się, że tak szybko to nastąpiło. I że tak szybko ludzie w to "coś" uwierzyli. Tak naprawdę nie wierzymy w to, że wielkie wydarzenia mogą być spowodowane błahymi przyczynami, właśnie takimi jak nieszczęśliwy zbieg okoliczności, czyjś błąd czy zaniechanie. Zwłaszcza jeśli dotyczą ważnych, znanych osób. Jeśli dostaniemy taki komunikat: "Prezydent się potknął, przewrócił, uderzył w głowę i zmarł. Nie ma żadnych świadków ani śladów', często zaczynamy kombinować: aha, nie ma żadnych śladów, to najlepszy dowód, że ktoś przy tym musiał kombinować. Interesujące jest to, że teorie spiskowe zaczynają się mnożyć zaraz po jakimś wydarzeniu. Księżna Diana jeszcze nie została pochowana, a już krążyły teorie na temat tego, kto i dlaczego doprowadził do jej wypadku.

Podobnie jest z samobójczymi – w wersji oficjalnej – zgonami gen. Sławomira Petelickiego czy Andrzeja Leppera. Ja bym małego palca nie dała za to, że obaj nagle sami postanowili pożegnać się ze światem. A uważam się za osobę zdystansowaną i rozsądną.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj