Zaremba: W wojnie o kartę LGBT+ konserwatywna strona reaguje przesadnie >>>

1. Prawo i Sprawiedliwość ma wyjątkową umiejętność tropienia i dręczenia wybranych grup społecznych, przy jednoczesnym przedstawianiu siebie i swoich wyborców jako ofiary tychże grup. Taktykę tę stosowało w czasie kryzysu uchodźczego: stąd słowa posła Jarosława Kaczyńskiego o „pasożytach i chorobach”, straszenie uchodźcami – terrorystami, przekłamywanie relacji z Bałkanów w TVP czy ksenofobiczny spot wyborczy KW PiS z kampanii samorządowej.

PiS bardzo sprawnie wykorzystuje tę umiejętność namierzania kozłów ofiarnych do manipulowania debatą publiczną – ale nie uczestniczy w niej przecież sam. W ostatnich dniach możemy śledzić na gorąco nie tylko nowy rozdział w pisowskiej retoryce, ale również reakcje liberałów: polityków i dziennikarzy. Zastanawiam się, na ile oddają one prawdę o polskim społeczeństwie, a na ile wyłącznie o tzw. elitach politycznych i medialnych.

A czym Prawo i Sprawiedliwość wypełniło nowy rozdział w swojej narracji? Przypomnijmy krótko, że w lutym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (PO) podpisał Deklarację LGBT+. Ten dokument, przygotowany przez organizacje LGBTQ we współpracy z miastem, to miękkie narzędzie stanowiące o standardach funkcjonowania polityk podległych władzom stolicy: mają uwzględniać perspektywę antydyskryminacyjną wobec osób LGBTQ lub wręcz kompensować społeczności wiele deficytów, z którymi spotyka się na co dzień. Stąd propozycja monitorowania przestępstw z nienawiści, stworzenia hostelu interwencyjnego dla wyrzucanych z domu osób nieheteronormatywnych czy bezpiecznej przestrzeni do działań społecznych i kulturalnych (swoją drogą ciekawe, czy uda jej się uniknąć losu innych miejsc dla LGBTQ, które były regularnie atakowane).

Zmagające się z serią niepowodzeń i skandali Prawo i Sprawiedliwość sięgnęło po Deklarację LGBT+ jak po deskę ratunku – i zaatakowało. Skupiło się przy tym na tej części dokumentu, która zakłada „wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w każdej szkole, uwzględniającej kwestie tożsamości psychoseksualnej i identyfikacji płciowej, zgodnej ze standardami i wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)”. Spin stworzony na te potrzeby obraca się wokół „seksualizacji czteroletnich dzieci”, „odebrania rodzicom prawa do decydowania”, a nawet – jak to określił Jarosław Kaczyński – „ataku na dzieci poprzez socjotechnikę mającą zmienić człowieka”. Nic to, że Deklaracja dotyczy szkół, a nie przedszkoli, a edukacja seksualna jest i będzie dobrowolna; przecież nie o fakty tu idzie, a o populistyczne zagranie.

2. Nie przez przypadek zapewne zbiegło się to w czasie z uruchomieniem machiny tzw. Trybunału Konstytucyjnego, fasadowej instytucji, która zamiast strzec Konstytucji RP, parafuje od 3 lat co bardziej niepraworządne ustawy PiS-u. 10 kwietnia TK ma wypowiedzieć się w sprawie konstytucyjności art. 138 kodeksu wykroczeń. To ten przepis, który umożliwił osądzenie słynnego drukarza z Łodzi, gdy ten odmówił wykonania usługi dla organizacji LGBTQ. Jeśli TK przychyli się do wniosku Zbigniewa Ziobry, to – wedle mojego rozumienia – wprowadzi klauzulę sumienia dla wszystkich usługodawców: drukarzy, taksówkarzy, fryzjerów i monterów. Jeden z nielicznych w Polsce przepisów zakazujących nierównego traktowania (tu: klientów) zniknie z porządku prawnego.

Wszystkie te działania wspiera sumiennie telewizja publiczna, bo i taką rolę przypisała jej partia. Nie będę przytaczać treści kolejnych serwilistycznych wydań Wiadomości TVP, ciekawsza bowiem wydaje się historia z pewną sondą. Oto wydawcy „Strefy starcia” (TVP Info) na dobę przed programem zorganizowali krótką ankietę na Twitterze, pytając „Czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne”? Na 10 godzin przed końcem sondy skasowali ją jednak, informując, że „W związku z uzyskanymi konkretnymi informacjami o kupowaniu głosów, czujemy się w obowiązku ostatnią sondę zamknąć. Szanujemy głosy WIDZÓW, dlatego jest dla nas niezmiernie ważne, żeby wynik sondy odzwierciedlał ICH punkt widzenia, a nie wykupionych farm anonimowych trolli” (pis. oryg.). Co tak wzburzyło autorów ankiety? Zapewne nie farmy anonimowych trolli, tylko wynik. Oddano 33 tys. głosów i 53 proc. z nich były ZA prawem par jednopłciowych do przysposobienia dzieci. Nie muszę dodawać, że informacja o wynikach skasowanej sondy obiegła internet szybciej i szerzej niż sama sonda. Wnioski na przyszłość pozostawiam mediaworkerom z TVP.

Ta z pozoru błaha historia pokazuje, z jakim oporem może się spotkać Prawo i Sprawiedliwość, szczując na społeczność LGBTQ. Mam przeczucie, że w czasie tegorocznej parady równości dojdzie do powtórki z czarnego protestu kobiet z całą jego mocą, zaangażowaniem i liczebnością. Społeczeństwo dojrzewa szybciej niż politycy, udowodniają to choćby powtarzane przez portal OKO.press badania poglądów w sprawie aborcji czy legalizacji małżeństw jednopłciowych.

3. Dlaczego osoby pracujące w TVP Info pytały akurat o adopcję dzieci? To kolejny wątek nowej narracji PiS. Inspiracją dla spin doktorów stał się wywiad, którego Dziennikowi Gazecie Prawnej udzielił wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej (Nowoczesna). Powiedział w nim: „Nie jestem zwolennikiem zmieniania społeczeństwa na siłę, więc jestem za etapowaniem: najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci”. Precyzyjny cytat okazał się oczywiście bez znaczenia, jak również zawarta w nim myśl i jej kontekst. Wypowiedź Rabieja partia rządząca przekształciła w prosty slogan: opozycja pozwoli gejom adoptować dzieci. Stąd też i „wara od naszych dzieci!” wykrzyczane przez Jarosława Kaczyńskiego w czasie weekendu. Nowogrodzka najwyraźniej nie wzięła pod uwagę, że okrzyk ten Prezes powinien skierować raczej do biskupów.

Problem w tym, że tak jak nagonka na imigrantów prowadzona w czasie kryzysu uchodźczego skończyła się mnóstwem brutalnych pobić muzułmanów i Hindusów na ulicach polskich miast, tak i trwająca obecnie polityczna napaść na osoby LGBTQ może wzmóc przyzwolenie na przemoc wobec naszej społeczności. Piszę „naszej”, bo sama jestem lesbijką. Geje i tak są bici na ulicach. Sama byłam wyzywana, opluwana, szczuta psem, straszona. To trwa od zawsze, nie zaczęło się za PiS-u. Tyle że teraz może być jeszcze groźniej.

4. „Społeczeństwo dojrzewa szybciej niż politycy” – napisałam parę akapitów wyżej. Pytanie, gdzie na tej osi znajdują się tzw. czołowi polscy publicyści. Wywiad Pawła Rabieja skomentowali na Twitterze znani dziennikarze. „Położenie na stół debaty publicznej tematu adopcji dzieci przez pary homoseksualne to więcej niż zbrodnia. To błąd” – napisał Konrad Piasecki. „Stawianie sprawy adopcji dzieci przez pary homoseksualne jest skrajnie nieodpowiedzialne. W każdym razie w wypadku ludzi, którzy mają związki z Koalicją Europejską lub są w jej okolicach” – to z kolei tweet Tomasza Lisa. Kamyczek dorzucili też anonimowi redaktorzy „Gazety Wyborczej”, nadając tekstowi Dominiki Wielowieyskiej tytuł „Zgubne skutki paplania o homoseksualnych adopcjach” (tytuł potem zmieniono).

Jeśli pozostać w czysto partyjnej optyce, to być może wszystkie wymienione osoby mają rację. I może rację ma Rafał Trzaskowski besztający publicznie swego zastępcę („Wypowiedzi wykraczające poza program Koalicji Europejskiej mogą zniszczyć nasz wysiłek w walce z nienawiścią. Poleciłem wiceprezydentowi P. Rabiejowi zajęcie się wyłącznie zadaniami, które mu wyznaczyłem”.) Tyle że debata publiczna nie służy wyłącznie pompowaniu wyniku głosowania. Mowa jest tu o ludziach i ich życiu, a nie o trybikach w wyborczej machinie. Paweł Rabiej jest gejem, żyje w związku z mężczyzną, którego kocha i nie może poślubić. Ruganie go za to, że w wywiadzie dla DGP powiedział o swoim (ewolucyjnym) marzeniu, to publiczny akt upokorzenia. Nie tylko dla tego konkretnego polityka, ale dla wszystkich nieheteronormatywnych obywatelek i obywateli. Nasze marzenia nie mogą pozostać prywatne. Zmuszacie nas, by były polityczne.

5. A czym jest ta straszliwa i niedopuszczalna adopcja dzieci przez osoby LGBTQ? To przede wszystkim prawo do przysposobienia dziecka partnera lub partnerki. Zdumiewającym dla wielu faktem okazuje się wiadomość, że już teraz w Polsce pary kobiet i pary mężczyzn wychowują dzieci. Tęczowe rodziny istnieją. Geje i lesbijki decydują się na potomstwo, albowiem wbrew obiegowej opinii osoby homoseksualne też bywają płodne. Na co zatem – jak głosi obiegowa opinia – „społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe”? Na akceptację tych rodzin? Na otoczenie ich opieką prawną? Czy na przełamanie własnej homofobii?

W tym bowiem tkwi klucz do całej sprawy: w postawie wobec osób homoseksualnych. Skoro akceptujecie nasze istnienie, popieracie nasze prawo do związków partnerskich (56 proc. Polaków, IPSOS dla OKO.press, badanie z lutego 2019 r.), uczestniczycie w marszach równości, to dlaczego uważacie, że krzywdzimy swoje dzieci? Są dwie możliwości. Albo w waszym mniemaniu jesteśmy ludźmi, którzy samym swym istnieniem szkodzą dziecku, albo jesteście pewni, że wprawdzie nie wy sami, ale społeczeństwo nie da spokoju takiej rodzinie. Pierwszy pogląd wynika z głębokiej homofobii, drugi z przyzwolenia na nią.

Jak czują się dzieci posiadające dwie mamy albo dwóch ojców? Odpowiedź można łatwo znaleźć w badaniach naukowych prowadzonych na świecie od lat 70. (http://teczowerodziny.org/dowiedz-sie/artykuly-naukowe/). Zdradzę, że czują się równie dobrze, a w pewnych obszarach nawet lepiej niż dzieci par różnopłciowych.

Czy społeczeństwo skrzywdzi dziecko pary jednopłciowej, nie tolerując jego rodziców lub rodzicielek? Istnieje taka możliwość. Ale dlaczego rozwiązaniem ma być zakaz adopcji dzieci przez gejów lub lesbijki, a nie karalność homofobicznej mowy nienawiści i przemocy motywowanej homofobią oraz – uwaga – edukacja równościowa w szkołach?

Tęczowe rodziny w Polsce potrzebują zabezpieczenia prawnego. Państwo musi je wreszcie rozpoznać i chronić, nakazuje mu to m.in. art. 18 Konstytucji RP, wedle którego rodzicielstwo znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Dziś żyją w niebezpiecznej pustce. I tak np. para kobiet wychowująca wspólnie dziecko na co dzień zmaga się z przeraźliwą obawą, co się stanie po śmierci biologicznej matki dziecka. Jest ono bowiem w świetle prawa osobą obcą dla drugiej z partnerek i może trafić do rodziny zastępczej lub placówki opiekuńczej. O spadkach, alimentach i prawie do pochówku własnej żony nie wspominając. Brak równości małżeńskiej krzywdzi nie tylko rzeszę polskich obywatelek i obywateli, krzywdzi też ich dzieci.

6. Reakcją na obrzydliwą nagonkę na społeczność LGBTQ zorganizowaną przez PiS powinno być pełne wsparcie i obrona osób nieheteronormatywnych. To nie są żarty – homofobia zabija. I zabija dzieci: to z powodu homofobicznych prześladowań zginęli Dominik i Kacper; obydwaj nie wytrzymali codziennej udręki w szkole. Jak można, pamiętając o tych dwóch chłopcach i setkach innych, którzy rozważają samobójstwo (raport „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce”, KPH, 2015-2016), podważać zasadność rzetelnej edukacji w szkołach albo uspokajać, że nie będzie obowiązkowa? Dzieci cierpią i giną z powodu takiego oportunizmu i tchórzostwa dorosłych.

W 2019 r. w 21 polskich miastach organizowane będą marsze równości, w ubiegłym było ich kilkanaście. Ale tęczowe flagi pojawiły się też na demonstracjach w obronie sądów, na proteście wobec wycinki Puszczy Białowieskiej, na wiecu po śmierci prezydenta Adamowicza i na strajku dla klimatu organizowanym przez młodzież. Tęczowe flagi to nie są bowiem zwykłe transparenty. To symbole obecności, obecności tak chętnie wymazywanej, spychanej, odtrącanej i uciszanej grupy ludzi.

Zamiast odmawiać nam bezpiecznego rodzinnego życia, zacznijcie wraz z nami o nie walczyć.