Polacy stali się narodem politycznym i to w kilku wymiarach jednocześnie. Do urn poszła kwalifikowana większość wyborców. Te trzy miliony osób więcej niż zwykle głosuje w wyborach parlamentarnych zrobiły nie tylko kolejny rekord frekwencji. To już duża różnica jakościowa.
Polacy poszli masowo głosować, bo większość uwierzyła po minionej kadencji, że polityka jest sprawcza. To lekcja, którą odrobili nie tylko wyborcy PiS, lecz także opozycji. zauważa politolog Jarosław Flis z UJ.
Do tej pory częste były narzekania, że Polacy nie chcą chodzić na wybory i że w związku z tym władza, a przy tym opozycja, mają słaby mandat. Jeszcze przed niedzielnym głosowaniem w mediach społecznościowych masowo udostępniano rysunek, na którym wśród 10 osób symbolizujących 100 proc. Polaków mających prawo głosu, pięć było aktywnymi wyborcami, z dopiskiem „Jeśli nie chcesz, by tych trzech przegłosowało tych dwóch, by rządzić wszystkimi, idź na wybory”. Nie wiadomo, czy rysunek okazał się skuteczny, ale nie można już mówić, że werdykt zostały wydany przy niestawiennictwie połowy uprawnionych (choć tych nieobecnych przy urnach było 38 proc., czyli nadal sporo).
CAŁY TEKST CZYTAJ W INTERNETOWYM WYDANIU "DGP">>>
Dziennikarz zajmujący się tematami politycznymi, współautor podcastu „Z drugiej strony". Związany z DGP nieprzerwanie od 2010 roku. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW oraz Centrum Europejskiego UW.
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej od 2009 r. specjalizujący się w tematyce politycznej, ekonomicznej, w tym finansów publicznych, ubezpieczeń społecznych i polityki społecznej. Laureat Grand Press Economy w 2019 roku. Nominowany do Grand Press w kategorii news w 2018. Wcześniej dziennikarz radiowej „Trójki”, Informacyjnej Agencji Radiowej, telewizyjnej Panoramy w TVP 2 i „Dziennika".