Joanna Racewicz jest mamą Igora. To dziecko z jej związku z Pawłem Janeczkiem, który w 2010 roku zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Dziennikarka zdobyła się na bardzo osobiste wyznanie na swoim Instagramie.

Reklama

Opowiem wam dzisiaj jeszcze jedną czarno-białą historię. Historię kobiety, która bardzo chciała zostać mamą. Próbowała wiele razy i zawsze bez skutku. Pamięta czerwone plamy na kwiecistej sukience, pamięta strach i ból na szpitalnym korytarzu. Poczucie straty i zawodu, jaki sprawiła tacie Maleństwa... Tak, zawsze była dobra w oskarżaniu samej siebie... Mistrzyni świata w samobiczowaniu. Prymuska na lekcjach: "jak zranić siebie celnie i skutecznie" - tymi słowami zaczęła swój wpis.

Odżyło też wspomnienie pewnego USG, kiedy naiwnie spodziewała się, że zobaczy zarys małej główki i usłyszy bicie serduszko. Badanie ciągnęło się w nieskończoność. Doktor milczał, a zmarszczka na czole pogłębiała się z każdą chwilą... Wreszcie oderwał wzrok od ekranu, poprawił okulary i zaprosił kobietę do gabinetu obok. Na ścianach – dziesiątki zdjęć uśmiechniętych bobasów, kartki od szczęśliwych i wdzięcznych rodziców. -" Przykro mi, pani dziecko nie żyje"- wycedził w tej scenerii. Chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, być może przytulić, ale kobieta nic już nie słyszała. Nie pamięta, jak wybiegła z gabinetu, zapomniała gdzie zaparkowała samochód, nie czuła chłodu, choć był ostatni dzień października. Usiadła na schodach i zamieniła się w jedno wielkie wycie - czytamy dalej.

Dziennikarka opisuje w nim dramatyczne wydarzenia.

Kiedy dowlokła się wreszcie do domu, zadzwoniła do lekarki, która prowadziła ciążę. - "To smutne bardzo, proszę się uspokoić. Uprzedzałam, że może być różnie, że dziecko jest słabe... Proszę się uspokoić i chwilę na mnie poczekać. Jestem na rodzinnych grobach, wracam 2 listopada i wtedy się panią zajmę". - Mam czekać? - krzyczała do słuchawki kobieta - naprawdę? Chce pani, żebym była grobem dla własnego dziecka i chce, żebym była spokojna? Wtedy wydawało się jej, że jest ma samym dnie piekła, że znów - los z niej zadrwił - opisuje zaistniałą sytuację.

Teraz... Teraz mówi: "Dziękuję, Panie Boże, że wybrałeś za mnie. Jestem Ci wdzięczna, że zabrałeś moje dzieci, bo zapewne nie przeżyłyby bez pępowiny... Dziękuję, że nie skazałeś mnie ani na wybór, ani na heroizm. I jestem szczęśliwa, że dałeś mi Syna. Syna lepszego niż marzenie..." - pisze na końcu.