*: Będę tego dnia pracował w Warszawie.
Miałem propozycję zaśpiewania w Gdańsku, ale ostatecznie wybrałem Warszawę - będę śpiewał z okazji jubileuszu listy przebojów Marka Niedźwiedzkiego.
No i wystarczy. Kiedy jeden z polityków zaproponował mi zaśpiewanie z okazji "rocznicy odzyskania niepodległości", to pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy, było
odzyskanie niepodległości 11 listopada 1918 roku. Dobrze pamiętam czasy PRL i okres komunizmu, ZOMO w czasie stanu wojennego, ale tego 20-lecia jakoś nie celebruję. Oceniam, że tamta Polska
sprzed 1989 roku była krajem w połowie wolnym, a w połowie zniewolonym. Dlatego podkreślanie i wybijanie dziś przy okazji wyborów 4 czerwca słowa "niepodległość" nie
wydaje mi się trafione. Nie podoba mi się ton cierpiętnictwa w odniesieniu do tamtych czasów. W historii Polski znamy bardziej traumatyczne wydarzenia - całkowity brak państwowości, wojny,
zabory, powstania.
Ja w komunie żyłem. Ale przeżyłem. Mimo jej kontestacji. Mimo malowania antybolszewickich haseł na murach, przesłuchań w komendach MO, walk z milicją na manifestacjach. Ale to nie jest
porównywalne z kosą kościuszkowską. Ja mam tylko nos połamany.
No bo niepojęte jest to, że udało się wyjść z komunizmu bez tysięcy ofiar. Pamiętam, jak kiedyś byłem z ojcem w ogrodzie zoologicznym we Wrocławiu. Zobaczyłem wielbłąda. Bardzo
chciałem go dosiąść i pojechać w ciepłe kraje, a ojcu łzy poszły i powiedział, że on już na wielbłądzie miał okazję jeździć. Pojęcia nie miałem, o co mu chodzi. Dopiero po kilku
latach, gdy byłem już nastolatkiem w miarę pojętnym, wytłumaczył mi - był wraz z rodziną zesłany do Kazachstanu. A tam wielbłądów było tyle, ile w Polsce koni. Opowiedział, co robili
Sowieci, kiedy do nas weszli. O moim dziadku policjancie, którego we Lwowie na Brygidkach zamordowali, o tym jak NKWD w nocy całą rodzinę na kibitkę wsadziło. A potem do wagonów bydlęcych i
jazda tam, gdzie tory się kończą. Ojciec nauczył mnie pokory. I mówił zawsze, że wolności się nie celebruje, tylko o nią dba.
Oczywiście. Tyle że po raz kolejny powtarzam - to nie ta data. Jedenastego listopada mam w sercu. Za dużo w Polce świąt, żałób narodowych, długich weekendów. Tej oficjalki całej. Albo w
sercu się ojczyznę ma, albo nie.
Zgoda. Tylko jak, skoro to święto, o którym rozmawiamy, jest pretekstem do walki politycznej. Do zawodów, w których chodzi o udowodnienie, kto jest lepszym Polakiem.
Mówię o wszystkich.
Ja to się boję komunistów, i to jest podstawowa sprawa. Gdyby miało się tak zdarzyć, że Kaczyńscy wracają do władzy, to wolę ich od bolszewików. Tylko Prawo i Sprawiedliwość jest dla
mnie nazbyt siermiężne. Idee są kapitalne, ale sposób wykonania - dramatyczny.
Podobnie jak w przypadku rządów PiS jest zbyt mało czasu, by to oceniać. Kto wie, może w ciągu pełnych czterech lat rządy Kaczyńskich mogły przynieść naprawdę pozytywny efekt? Może
czasu było za mało? Podobnie z Platformą, pan mówi, że niewiele zrobiła, a ja odpowiadam: dajmy jej szansę. Ale też patrzmy im na ręce.
Mnie interesuje głównie to, co ta władza zrobi z ostatnimi reliktami PRL, jakimi są policja czy cała sfera budżetowa. Słuchałem ostatnio wypowiedzi pana Michała Kamińskiego, który w TVN24
mówił, że pod Pałacem Kultury w Warszawie policja biła bezbronnych stoczniowców. Śmiałem, się, bo to naprawdę przedni żart. Przecież widziałem w telewizji tych chłopaków ze stoczni,
dzierżących w rękach pały, którymi można zabić, a naprzeciw nich osłaniającą się tarczami tę instytucję społeczno-charytatywną, którą nazywa się policją. Wspominając ten obraz,
zastanawiam się, w jakim państwie żyję. Jesteśmy zapatrzeni w Amerykę - a tam przecież taka manifestacja nie miałaby racji bytu, bo zostałaby natychmiast spacyfikowana.
Tak, ale policja nie zachowywała się wobec nich jak siostry nazaretanki. Tylko reagowała w taki sposób, w jaki w takich sytuacjach powinna reagować.
Chcieć zbudować, a potrafić zbudować to ogromna różnica. W dużym uproszczeniu moim ideałem jest państwo, które pozostając członkiem Unii Europejskiej, zachowa tożsamość narodową i
będzie pośrednikiem Europy w relacjach ze Wschodem. Musimy mieć poukładane stosunki z Rosją. Nie chciałbym, by w przypadku konfliktu z tym państwem znów w Polsce ginęli ludzie. Mam również
nadzieję, że będziemy krajem budującym zdrowe relacje z Ukrainą, Białorusią oraz krajami bałtyckimi. Choćby w tym celu, byśmy w razie nieszczęścia nie stali się tą pierwszą barykadą w
starciu z "kulturą Wschodu".
Moi przodkowie byli urzędnikami pracującymi na dawnych Kresach Wschodnich. Pradziadek był burmistrzem miasteczka Uhnów, które do 1951 roku było miastem polskim, ale w ramach "umowy o
zmianie granic" zostało wraz z Bełzem włączone do ZSRR. Jego synowie pracowali w ówczesnych "służbach" - wojsku, policji, wojskowej "Dwójce", a
więc wywiadzie. Z opowieści rodzinnych wiem, na co było stać Sowietów, dlatego uważam, że jesteśmy jeszcze zbyt małym państwem, by eskalować jakiekolwiek konflikty ze wschodnim sąsiadem.
Nie chodzi mi oczywiście o to, by do Rosji podchodzić z pozycji klienta i sługi. Mimo że za panem Sikorskim nie przepadam, bo uważam, że jako szef dyplomacji powinien ważyć słowa, to jednak
jego ostatnie spotkanie z ministrem Ławrowem było bardziej udane niż wcześniejsze w wykonaniu pani Fotygi.
Znam Rosjan. Jeden z nich jeszcze w 1995 roku na pytanie, jak mu się żyje w Polsce, czy jesteś tu szczęśliwy, odpowiedział tradycyjnie: "Kurica nie ptica, Polsza niet
zagranica". I tyle. To trzeba mieć cały czas na uwadze, bo jesteśmy dla nich państewkiem takim jak Białoruś czy Litwa lub Estonia. I przy dogodnym dla nich splocie okoliczności są
skłonni zrobić wszystko.
Nie lubię słowa "kaczyzm", bo trzeba - cokolwiek się myśli - mieć szacunek dla władzy państwowej. A jeśli chodzi o braci Kaczyńskich, to powtarzam - intencje były
świetne, ale wykonanie fatalne.
PiS.
PiS zdobyło władzę, bo Kaczyńscy to bracia bliźniacy - ale myślę, że większość wyborców pojęcia nie miała o programie partii, tylko kierowała się sympatią dla maluszków w wózku
podwójnym. Bo to takie ciepłe, kochane, rodzinne. Wracając do polityki - Kaczyńskim konflikt nie był potrzebny, ale - pojęcia nie mam dlaczego - sami go eskalowali. Teraz dziwię się
kierownictwu PiS, które po tym, co się stało, a więc po utracie władzy i przegraniu wyborów, stara się na siłę zmienić swój wizerunek i kreuje się na ugrupowanie łagodniejsze, bardziej
liberalne. PiS powinno być dalej takim ortodoksyjnym PiS-em, kontrować działania rządzących, napędzać konflikt, ale z pożytkiem da przyszłości. Gdyby teraz PiS z Platformą się
porozumiały, to gotów byłbym pomyśleć, że obie partie łączy jakiś układ, a ja takowego sobie nie życzę.
Nie jest to z mojej strony żadna obelga, ale wydaje mi się, że PiS stało się w ostatnich czasach taką "czerwoną prawicą". Mówię to zupełnie poważnie i w sensie
pozytywnym - PiS zastąpiło w Polsce SLD. PiS koncentruje się na problemach socjalnych, społecznych. Tyle że - powtarzam - z fatalnymi urzędnikami.
To prędzej czy później przejdzie. A skąd ten problem? Oni nie mają takich doświadczeń jak starsze pokolenia. To jest tak jak w ostatnim dramacie Doroty Masłowskiej. Czuję, że ta nastoletnia
dziewczynka - główna bohaterka - chce być Polką, chce poczuć tą tożsamość. Ona woła: "Chleba, chleba", w sensie: patriotyzmu, wartości, duchowości. A facet jej
odpowiada: "Jak nie dam ci chleba, to weźmiesz narkotyki". A ja wiem, że nawet jak tej dziewczynce da się ten "chleb", to i tak nie będzie potrafiła go
ukroić, bo nikt jej tego nie nauczył. Bo rodzice, wychowując dzieci, nie wpajają im miłości do Polski, bo chcąc je uchronić przed jakimś negatywnym doświadczeniem, które się z nim
wiąże, przed jakąś traumą, nie wpajają im miłości do ojczyzny.
Ostatnio usłyszałem, że polska gospodarka będzie w tym roku na siódmym miejscu w Europie. Jeśli więc utrzyma się na tej pozycji przez najbliższych 30 lat, to się nie boję żadnej
europejskiej unifikacji. Po prostu trzeba być w tej Unii silnym. Trzeba również dbać o tożsamość narodową, poczucie grupowej więzi. Trzymać to wszystko, a nie być trzymanym.
Skomentował to już pan minister od dyplomacji, mówiąc, że we flircie Libertas i Wałęsy chodzi po prostu o pieniądze.
Miałem raz w życiu możliwość porozmawiania z panem Lechem Wałęsą - przy okazji koncertu z okazji 25. rocznicy Pokojowej Nagrody Nobla - i przyznam szczerze, że te kilka minut rozmowy z nim
zmieniło jego wizerunek w moich oczach.
Myślałem, że spotkam człowieka... A zobaczyłem narcyza.
p
*Paweł Kukiz, wokalista rockowy, lider zespołu Piersi