Dziennik Gazeta Prawana logo

Czarny sen ministra: męczennik z betonu

23 października 2008, 01:46
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Cezary Kowalski
Cezary Kowalski/Inne
Dwa przedziały zajęli działacze PZPN we wtorkowym pociągu relacji Warszawa - Wrocław. Jedni jechali do sądu w charakterze świadków, inni do prokuratury, aby usłyszeć zarzuty. Wczoraj z przytupem, już policyjnym furgonem, w kajdankach i w świetle kamer do tego samego miasta przetransportowano byłego selekcjonera Janusza Wójcika - pisze w DZIENNIKU Cezary Kowalski.

Podobnie znanego obserwatora PZPN Krzysztofa Perka. Środowisko piłkarskie obiegła też plotka, że niebawem wyjdzie też na jaw kolejna kompromitacja natury obyczajowej. Ma zostać ujawnione to, że jeden z czołowych działaczy i byłych trenerów reprezentacji był gorliwym współpracownikiem SB. Odbiór ze strony opinii publicznej jest klarowny: wreszcie znienawidzonym działaczom dobrali się do tyłków. Bardziej podejrzliwym od razu nasuwa się pytanie: czy to przypadkiem nie jest szykowany od kilku tygodni kontratak rządu? I nie zwracają uwagi na oczywistą oczywistość, że rząd nie ma nic do tego, bo prokuratura jest niezależna, sądy niezawisłe, a przecieki z IPN nigdy nie miały miejsca.

Pamięć o skali niedawnej spektakularnej porażki naszych władz w starciu z PZPN zmusza zwolenników teorii spiskowej do brnięcia w tę tezę. "Zamachowiec" Mirosław Drzewiecki, który targnął się nasz piłkarski związek, przez szefa światowej federacji Seppa Blattera został wytargany za ucho i postawiony do kąta. Musiał pochylić głowę i wycofać kuratora ze związku.

Takie upokorzenie i żadnej próby rewanżu? Takich cudów w polityce nie ma. Przeciwnie, kontratak musiał nastąpić szybko. Jeszcze przed wyborami PZPN. Nowy prezes namaszczony przez Michała Listkiewicza to nie byłaby już porażka rządu, ale jego prawdziwa klęska. Zamiast na tzw. rympał, co okazało się nieskuteczne, PZPN atakowany jest teraz inteligentnie, sposobem. Postawienie prokuratorskich zarzutów dwóm najpoważniejszym kandydatom na prezesa Zdzisławowi Kręcinie (już je usłyszał) i Grzegorzowi Lacie (będzie się tłumaczyć w sprawie poświadczenia nieprawdy) może mieć znacznie większą siłę oddziaływania niż zawieszenie władz i wprowadzenie kuratora. Być może oni sami zrezygnują ze startu w wyborach. Kto wówczas zostanie? Tomasz Jagodziński, który nie ma żadnych szans i...no właśnie - Zbigniew Boniek. Czyli ten, na którego stawiał Mirosław Drzewiecki. Trudno wyobrazić sobie większy sukces rządu niż Zibiego za sterami związku. Byłoby i demokratycznie (Blatter i spółka nie mieliby żadnego powodu, aby zarzucać władzom ingerencję w niezależnej instytucji podlegającej FIFA), i dobrze politycznie. Listkiewicz przegrałby naprawdę, a rząd mógłby się wreszcie czymś namacalnym pochwalić. To wymarzony scenariusz. Łatwo jednak sobie również wyobrazić czarny sen ministra Drzewieckiego: przynajmniej jeden z betonowych kandydatów jednak wystartuje, wygra w cuglach, jednocześnie zyskując status męczennika...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj