Władze PiS tracą cierpliwość do posłów, którzy na własną rękę układają sobie kalendarz medialny. Mariusz Błaszczak oraz Rafał Bochenek podpisali się pod wiadomością, która trafiła do wszystkich parlamentarzystów partii. Przekaz jest jasny: biuro prasowe przejmuje pełną kontrolę nad tym, kto, gdzie i o czym mówi.
Dotychczas wielu polityków PiS samodzielnie kontaktowało się z redakcjami, co często prowadziło do prezentowania opinii sprzecznych z oficjalną linią partii. Nowe reguły kategorycznie tego zabraniają. To centrala w Warszawie zdecyduje, który polityk najlepiej zaprezentuje stanowisko ugrupowania w konkretnym programie telewizyjnym czy radiowym - informuje Interia.
Program SAFE kością niezgody
Bezpośrednim zapalnikiem dla wprowadzenia "medialnego kagańca" stał się program SAFE. To właśnie w tej sprawie wewnątrz PiS zapanował największy szum informacyjny. Kierownictwo partii zauważyło, że część posłów relatywizuje oficjalne stanowisko lub wypowiada się w sposób niejednolity.
Wewnętrzna instrukcja bez ogródek wskazuje na ten problem. Jak podaje Interia, dokument ostrzega, że od dzisiaj każde odstępstwo od narzuconej narracji lub wystąpienie bez zgody biura prasowego skończy się konsekwencjami dyscyplinarnymi. Władze partii podkreślają, że od tej zasady nie będzie żadnych wyjątków.
Walka frakcji. Uderzenie w ludzi Morawieckiego?
Eksperci i dziennikarze łączą te radykalne kroki z rosnącymi napięciami wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. W partii trwa cicha wojna między stronnikami Mateusza Morawieckiego a jego twardymi krytykami. Politycy kojarzeni z byłym premierem wykazują ostatnio dużą aktywność medialną, co nie zawsze podoba się obecnemu kierownictwu klubu. Nowe przepisy mają ukrócić budowanie własnej rozpoznawalności przez poszczególnych działaczy kosztem spójności całego ugrupowania.