Gwoli przypomnienia: "Rzeczpospolita" cytowała fragmenty przesłuchań Ryszarda Sobiesiaka, które biznesmen złożył miesiąc temu w warszawskiej prokuraturze. Wynikało z
nich, że akcja funkcjonariuszy CBA, którzy prześwietlali kontakty Sobiesiaka z prominentnymi politykami PO, mogła być "spalona" przez asystenta byłego ministra sportu Marcina
Rosoła. Miał się on spotkać w sierpniu z córką Sobiesiaka i powiedzieć jej wówczas, że biznesmenem interesują się agenci.
Co ciekawe, Sobiesiak - który w podsłuchanych przez CBA rozmowach telefonicznych nie krył, że jest z politykami PO w bliskiej komitywie - zeznawał, co innego niż mówił np. Grzegorz Schetyna
przed śledczymi z komisji hazardowej. Sobiesiak twierdził, że zna Schetynę od 20 lat, a były wicepremier utrzymywał, że panowie znają się od 2003 roku.
Skąd "Rzeczpospolita" miała zeznania Sobiesiaka? Tego właśnie chcą się dowiedzieć prokuratorzy. Dziś Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zwróci się w do prokuratury
apelacyjnej by ta wyznaczyła jednostkę, która wyjaśni w śledztwie okoliczności przecieku do "Rzeczpospolitej".
TVP Info podało, że tylko Zbigniew Wassermann i Bartosz Arłukowicz przeglądali protokół z przesłuchań Ryszarda Sobiesiaka w prokuraturze. Dostęp do protokołu przesłuchania Sobiesiaka
miało także czterech asystentów członków komisji.