Dziennik Gazeta Prawana logo

Krótka pamięć wiceministra Piechy

28 listopada 2007, 01:05
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Były wiceminister zdrowia Bolesław Piecha znowu mija się z prawdą. Kilkanaście dni temu zarzekał się w rozmowie z DZIENNIKIEM, że nie ma pojęcia, kim jest Wiesław Likus, biznesmen towarzyszący przedstawicielom firmy Servier podczas jednego ze spotkań w Ministerstwie Zdrowia. Tego, po którym do listy leków refundowanych dopisano lek iwabradyna firmy Servier. We wtorkowym programie "Teraz My" przyznał niespodziewanie, że zna go już od kilku lat.

To ważne, bo w opisywanej od tygodnia przez DZIENNIK historii tworzenia listy leków refundowanych Likus wydaje się kluczową postacią. Ten krakowski biznesmen z branży hotelarsko-gastronomicznej słynie z nosa do interesów. Także do handlu nieruchomościami. Co więc robił na spotkaniu w ministerstwie? Im dłużej pytaliśmy zainteresowanych, tym mocniej przybywało wątpliwości.

Sprawa zaczęła się 7 listopada 2007 r., kiedy pojawił się w ministerstwie wraz z Robertem Pachockim, dyrektorem ds. medycznych firmy Servier. Obaj przyszli do wiceministra Bolesława Piechy. Kilka godzin po ich wizycie w resorcie listę leków refundowanych uzupełniono o iwabradynę produkowaną przez Servier. A na dodatek wcześniej, gdy trwały prace nad listą, Piecha w warszawskiej restauracji Bibliotekarz spotykał się z Pachockim i Likusem. Ujawniły to "Fakty" TVN.

Po co? Co łączy hotelarza, przedstawiciela firmy farmaceutycznej i byłego wiceszefa resortu zdrowia? Jaka jest rola krakowskiego biznesmena w całej sprawie? - Likus przyszedł do Piechy w prywatnej sprawie. Ma problemy zdrowotne i chciał się w tej kwestii poradzić - powiedział nam nieoficjalnie, jeszcze przed wybuchem afery wokół listy leków refundowanych, obecny na spotkaniu z Piechą przedstawiciel firmy Servier. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego dojrzały mężczyzna zwraca się o poradę do lekarza ginekologa, którym jest Piecha.

On sam, jeszcze jako wiceminister, w rozmowie z DZIENNIKIEM zarzekał się, że Likusa nie zna. Jednak we wtorkowym programie "Teraz My" po raz kolejny zmienił zdanie i oświadczył, że krakowskiego biznesmena zna od wielu lat. Co wpływa na luki w pamięci Piechy?

"W świetle ostatnich wydarzeń wydaje się, że to afera dużo większych rozmiarów niż mogło się na początku wydawać. Nie wiem, czy Piecha jest jej <autorem>, ale jeśli nie, to zostaje pytanie, czy kogoś nie kryje" - mówi DZIENNIKOWI minister Julia Pitera (PO). Odpowiedzi na to pytanie szuka Centralne Biuro Antykorupcyjne.

"Walczę o swój honor" - mówił nam wiceminister Piecha na parę godzin przed swoim występem w programie "Teraz My".

Ale wątpliwości wzbudziła już jego relacja ze spotkania w "Bibliotekarzu", które miało odbyć się w sierpniu. Piecha potwierdził, że zorganizowano je z okazji odejścia Marka Kotlinowskiego z Sejmu do Trybunału Konstytucyjnego. Nie potrafił jednak wytłumaczyć, dlaczego były polityk żegnał się z parlamentem dopiero wiele miesięcy po objęciu nowej funkcji. Nominację sędziowską odebrał w październiku 2006 r.

"To moje prywatne sprawy" - komentuje w rozmowie z DZIENNIKIEM Kotlinowski. Nie ukrywa, że zarówno z Pachockim, jak i Likusem zna się od wielu lat, ale znajomość ma charakter tylko prywatny. "Doskonale wiem, co mi wolno jako osobie, która jest sędzią, wiedziałem też, co mi wolno, gdy byłem marszałkiem i posłem. Zapewniam, że tej granicy nie przekroczyłem" - dodaje. O Pachockim stara się mówić ciepło: "Myślę, że słowo lobbysta w stosunku do Pachockiego jest nieadekwatne. On wykonuje swoją pracę, z tego co wiem. Ale on jest od tego, by o sobie mówić" - dodaje.

Fakt przyłapania przez nas Piechy na kolejnym kłamstwie stanowczo podsumował Joachim Brudziński, sekretarz generalny PiS.

"Często zmienianie wersje zdarzeń, które opisuje, na pewno nie pomagają w jego sytuacji" - przyznaje Brudziński. Czy więc Piecha zostanie usunięty z partii? "Sprawę bada specjalnie powołany zespół naszych posłów. Jeśli minister nie przedstawi wiarygodnych wyjaśnień, zostanie wyrzucony" - podsumowuje Brudziński.

p

Jak Piecha zmieniał zdanie o Wiesławie Likusie

- Braci Likusów nie znam. Nie wiem nawet, co robią. O tym, kim są, dowiedziałem się z "Wprost", po tym, jak pan mnie o to pytał. Za znajomość rozumiem, że znam kogoś, wiem, kim jest i co robi. O tym facecie nie wiedziałem nic, nawet z jakiej jest branży - mówił nam Piecha i twierdził, że Likus był znajomym Pachockiego, którego ten przyprowadził ze sobą na spotkanie.

- Nawet inaczej się przedstawił tam, na bramie. No, albo coś tam przekłamali. Sekretarka przekręciła jego nazwisko. Powiedziałem, że go nie znam, ale skoro już jest, to niech wejdzie - mówi Piecha.

Pana Likusa znam, znam go od dawna. Jeszcze z czasów, kiedy byłem na Śląsku, on z Krakowa.

.

: Dlaczego znowu pan nas okłamał?

- W czym?

W kwestii braci Likusów. Powiedział pan, że zna ich od wielu lat.

- Wie pan co to znaczy zna? A co to znaczy utrzymuje kontakty? Nie będę tego komentował.

Ale wcześniej pan mówił, że nie znał pan człowieka, który przychodził wtedy do ministerstwa.

- Braci Likusów nie znam. Ale panu powiedziałem, że jednego znam. To pan ma nagrane. Nie będę na ten temat rozmawiał. (rozłączył się)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj