Moim zdaniem to nie wystarczy. Uważam, że potrzebne będą większe cięcia, może nawet w wysokości około 30 mld zł. Ale nikt tego dokładnie nie wie, bo dopiero
wchodzimy w spowolnienie gospodarcze.
Wydaje mi się, że rząd w tej chwili wyczerpuje już wszystkie możliwości oszczędzania. Bo widzę, że korzysta z propozycji, które były rozpatrywane w Ministerstwie Finansów, gdy byłem
wiceministrem. Pomysł polegał na tym, aby drogi były budowane częściowo ze środków unijnych i częściowo ze środków sektora prywatnego. To zmniejszyłoby wydatki budżetu, gdyż rząd
udzielałby tylko gwarancji dla firm prywatnych. Mogłoby to dać oszczędności w tegorocznym budżecie w wysokości 8 - 10 mld zł.
To zależy od strategii rządu. Jeśli chce podtrzymać plany związane z wejściem Polski do strefy euro, to nie może powiększać deficytu. Tym bardziej że należy spodziewać się silnego
spowolnienia gospodarczego na granicy recesji przez dwa lata.
To, że wzrost gospodarczy będzie się mieścił w granicach 0 - 2 proc. Nie można jednak wykluczyć, że gospodarka się nawet skurczy w jakimś kwartale.
Mogą one dotknąć pracowników ministerstw i niektórych firm. Ale nie będą to dramatyczne zmiany, jeśli dotkną dziesiątki tysięcy osób, a nie miliony. Gdyby się jednak okazało, że trzeba
szukać dodatkowych 10 mld zł oszczędności, to koszty społeczne musiałby być większe.
* Prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska