Nad przebiegiem wczorajszego wielogodzinnego posiedzenia rządu czuwał minister "Trzymał w ręku ustawę budżetową i po kolei analizowaliśmy, co można jeszcze obciąć" - mówi jeden z naszych rozmówców z rządu. Obok niego siedzieli minister finansów Jacek Rostowski i jego zastępczyni Elżbieta Suchocka-Roguska. To właśnie oni przedstawili po południu efekty rządowego zaciskania pasa. "Nie ma możliwości, żeby to, co się dzieje w innych krajach, takich jak Niemcy, nie miało przełożenia na naszą gospodarkę" - przyznał Rostowski, tłumacząc, dlaczego trzeba ograniczać wydatki.
>>>Cud budżetowy: Tusk znalazł 20 miliardów
Minister poinformował, że "Wprowadzamy cięcia teraz, abyśmy nie musieli robić dwa razy większych oszczędności w drugiej połowie roku" - mówił.
Rząd nie będzie ograniczać wydatków na emerytury, renty czy pensje. Nie zamierza też zwiększać deficytu budżetowego, czego domagają się opozycja i część ekonomistów, bo chce trzymać się planu wprowadzenia euro. Jest jeszcze jeden powód - A to oznacza, że na taką kwotę Skarb Państwa musi sprzedać obligacje. "Gdybyśmy zwiększyli deficyt, bylibyśmy niewiarygodni i musielibyśmy drożej je sprzedawać" - wyjaśniał Rostowski.
Rząd wymyślił więc, że ma dać na autostrady Krajowy Fundusz Drogowy. . Rząd chce, by sięgnął po pieniądze z zagranicy. Jak wyjaśniał Boni, nowelizacja ustawy o KFD ma pozwolić na zaciąganie pożyczek w międzynarodowych instytucjach finansowych, takich jak Europejski Bank Inwestycyjny, i na emitowanie obligacji. Z tych pieniędzy sfinansowana zostanie budowa dróg. "To model, który chcemy szybko przygotować, on jest stosowany w UE" - uzasadniał minister.
Ten właśnie pomysł pozwoli rządowi na utrzymanie deficytu w ryzach, Krajowy Fundusz Drogowy istnieje przy Banku Gospodarstwa Krajowego i jest finansowany m.in. z akcyzy na paliwo. Szczegóły projektu były trzymane od kilku dni w głębokiej tajemnicy. Do tego stopnia, że urzędnicy resortu infrastruktury, który ma na tym skorzystać, wczoraj odsyłali po szczegóły do Rostowskiego i Boniego.
Premier Donald Tusk przyznał, że w ostatnich dniach "W niektórych resortach ta praca wymagała szczególnej determinacji. Ale wszyscy wywiązali się ze swoich zobowiązań" - podkreślał. I jak wynika z naszych informacji, na posiedzeniu rządu podziękował za to członkom swojego gabinetu.
"W zasadzie wszystko już było ustalone w piątek i sobotę" - mówi jeden z ministrów. Część cięć to wydatki administracyjne w resortach: od spinaczy po nowe samochody czy etaty. Ale rząd musiał sięgnąć dużo głębiej. I tak np. na czym chce zyskać ponad 300 mln zł. Ministerstwo Pracy Resort zdrowia ograniczył inwestycje w szpitalach i klinikach o 154 mln zł, a finansowanie przeszczepów nerek i szpiku przekazał do NFZ. MSWiA ma oszczędzić ponad 1,2 mld, m.in. na
Największych cięć dokonano w MON. Na blisko 2 mld zł. Do ostatniej chwili nie było jednak wiadomo, ile ostatecznie uda się zaoszczędzić na wojsku. Tusk zapowiadał w poniedziałek, że musi jeszcze „docisnąć imadło w MON”.
Dlatego minister obrony Bogdan Klich stawił się wczoraj w kancelarii premiera już przed godz. 9. Rozmowa z szefem rządu trwała znacznie dłużej, niż planowano. Po niej Klich udał się na opóźnione posiedzenie Rady Ministrów. "Ale nie był blady. Raczej rumiany" - twierdzi jeden z naszych rozmówców.
Jak przebiegało spotkanie szefa MON z premierem? "Rozmowa była trudna. Klich myślał, że może uda mu się taniej wyjść z tych cięć. Obstawał, że już nie może więcej. Ale nie miał wyjścia i musiał ustąpić" - opowiada polityk PO. Jeden z członków rządu ze zrozumieniem komentuje postawę ministra obrony: "Klich musi brać pod uwagę skutki tych cięć. To nie wynika z jego uporu, tylko że jakby się jeszcze cofnął, to od razu położy ze trzy fabryki zbrojeniowe."
Donald Tusk przeciął wczoraj spekulacje o możliwej dymisji Klicha. " Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby go dymisjonować" - przekonywał.