Jego żona Anna zadzwoniła do Anny Gręziak - byłej wiceminister zdrowia u Religi, dziś doradczyni prezydenta. Poprosiła, by przekazać tę wiadomość prezydentowi i przyjaciołom profesora.

Pierwszy dowiedział się Lech Kaczyński, potem Bolesław Piecha i Jarosław Pinkas - inni byli wiceministrowie Religi. Ostatnio poza Gręziak i Piechą już nikt u profesora nie bywał. On sam już nie chciał. Był w bardzo złym stanie. Coraz większy kłopot sprawiało mu mówienie, a nawet siedzenie na łóżku.

>>> Religa: Jestem dumny z mojego życia

"Do samego końca chciał pojechać do swojej upragnionej Afryki. Ale już wiadomo było, że nie da rady. Kupiłam mu więc album ze zdjęciami z Czarnego Lądu. <Masz, powiedziałam, nie mogłeś pojechać do Afryki, to ona przyjechała do ciebie>. Był już taki biedny" - opowiada wzruszona Gręziak.

Główne pożegnanie to był 18 grudnia 2008 roku, kiedy to w Pałacu Prezydenckim odebrał Order Orła Białego. Poprosił, by ceremonia odbyła się bez udziału kamer. Wtedy też ostatni raz widział się z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Po tym wydarzeniu już mocno podupadł na zdrowiu. Z trudem autoryzował ostatnie fragmenty książki o swoim życiu, zdjęcia do niej. Choć z trudem się komunikował, do końca miał jasny umysł.

>>> Płakałam ze Zbigniewem Religą

Jak dowiedział się DZIENNIK, zaledwie kilka dni przed swoją śmiercią profesor Zbigniew Religa zaprosił do siebie do domu bliskich sobie polityków. Najpierw byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego i swojego przyjaciela, zastępcę z czasów ministrowania Bolesława Piechę. Osobno odwiedzili go też marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i wicemarszałek z PiS Krzysztof Putra. Wszyscy czuli, że to ostatnie spotkanie z profesorem.

"To była normalna rozmowa o zwykłych sprawach. Rozmawialiśmy o wszystkim. Także o śmierci" - opowiada DZIENNIKOWI Jarosław Kaczyński.

"Nasza rozmowa obracała się wokół spraw ogólnych i innych ludzi. Nie mówił o swoim cierpieniu, choć widać było, że bardzo cierpiał. Dzielnie znosił ból, jako coś, czego nie da się uniknąć" - mówi DZIENNIKOWI Bronisław Komorowski. I dodaje: "Widać było, że czuje się spełniony".

Z dnia na dzień jego stan się pogarszał. Mówił z coraz większym trudem.

>>> Zbigniew Religa dla DZIENNIKA: Muszę tylko napisać testament

Dla Polaków Zbigniew Religa był więcej niż senatorem i ministrem. Profesor, który w grudniu skończył 70 lat, był przede wszystkim sławą medycyny, twórcą kliniki w Zabrzu. Tam również założył fundację swojego imienia, dzięki której prowadzono prace nad sztucznym sercem.

Profesor od 1984 r. kierował Katedrą i Kliniką Kardiochirurgii w Zabrzu. 15 sierpnia 1985 r. przeprowadził pierwszą operację na sercu, a w 1986 r. pierwszą w Polsce udaną transplantację serca. Z jego inicjatywy utworzono też w Śląskiej Akademii Medycznej Pracownię Sztucznego Serca.

Jego przepustką do polityki była jedna z największych karier w historii polskiej medycyny.

>>> Piotr Zaremba o Zbigniewie Relidze

Od 1998 r. Religa - już owiany sławą legendy kardiochirurgii - pełnił funkcję krajowego specjalisty ds. kardiochirurgii. W latach 1996 - 1999 był rektorem Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. W 1998 r. objął stanowisko kierownika II Kliniki Kardiochirurgii, a w 2001 r. dyrektora Instytutu Kardiologii w Warszawie. W tym samym roku przeprowadził pierwszy w Polsce zabieg wstrzyknięcia do serca preparatu powodującego powstawanie nowych naczyń krwionośnych.

Polityką zajął się wiele lat później. Był dwukrotnie senatorem, kandydował też w wyborach prezydenckich w 2005 r. Zrezygnował jednak ze startu i udzielił swojego poparcia Donaldowi Tuskowi. Później zgodził się jednak na przyjęcie teki ministra w PiS-owskim rządzie Kazimierza Marcinkiewicza.

>>> Umierał i był dzielny

"Poznałem go jako polityka, ale dla mnie pozostanie zawsze człowiekiem, który uratował dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzkich istnień" - powiedział DZIENNIKOWI Jarosław Kaczyński, były premier i przez kilkanaście miesięcy zwierzchnik Religi w rządzie.