Zaufani Pawlaka żyją dzięki temu, że mogą uszczknąć trochę publicznego grosza. Czy to przypadek, że spółka 3i - przez ostatnich pięć lat zarządzała nią Iwona Katarzyna Grzymała, konkubina Pawlaka - buduje strażackie strony internetowe, wgrywa oprogramowanie do strażackich komputerów, a nawet prowadzi portiernię w Domu Strażaka? - pytał DZIENNIK w artykule.

Reklama

Oficjalnie wicepremier jest jednym najuboższych polityków. Nie ma już żadnych udziałów w firmach - również tych, które żyją ze strażackich pieniędzy. Nie ma, bo wszystkie podarował albo sprzedał. Komu? Fundacji Partnerstwo dla Rozwoju. Oczywiście fundacja też nie jest przypadkowa. Jej prezydentem jest 71-letnia kobieta - Marianna Jadwiga Pawlak, prywatnie matka wicepremiera.

>>> Przeczytaj, czego się boi Waldemar Pawlak

Dziś w Polskim Radiu Waldemar Pawlak, który wczoraj unikał dziennikarzy, zaczął od wyjaśniania wątku pobocznego. Zaprzeczył, że zrezygnował z ochrony BOR, bo była dla niego niewygodna. "To nieprawda. Zrezygnowałem, bo bez mojej zgody próbowano zmienić mi oficera" - tłumaczył. Według DZIENNIKA Pawlak nie chciał, by funkcjonariusze BOR obserwowali go, gdy samotnie jeździ kolejką podmiejską z Żyrardowa do Warszawy.

>>> PSL broni swojego prezesa

Wicepremier zapewnił, że wszystkie jego działania są zgodne z prawem i nie ma sobie nic do zarzucenia. "Na wszystkie działania są dokumenty" - powiedział. "Wszystko odbywa się zgodnie z prawem poprzez przetargi, zamówienia i konkursy. To są mechanizmy, które obowiązują w straży" - dodał. Pawlak zwrócił uwagę, że ochotnicze straże co roku są kontrolowane prze MSWiA, a co kilka lat przez NIK. Zapewnił, że Związek Ochotniczych Straży Pożarnych RP zamawia wszystkie towary i usługi zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych.

Zarzucił autorom tekstu w DZIENNIKU, że strasznie się spieszyli. "Pewnie nie chodziło o wyjaśnienie, ale o postawienie tez" - stwierdził. I poucza, że to dziennikarze powinni prześledzić, jak odbywały się przetargi i na jakich zasadach.

>>> Pawlakowi się znów upiecze?

Pawlak zapewnił, że odpowie na zarzuty, ale nie powiedział kiedy. "Potrzeba trochę czasu, żeby dotrzeć do dokumentów" - podkreślił.