płacą za swoje kampanie naszymi pieniędzmi. Tak więc zostanie europosłem to dla polityka świetny interes - właściwie nie wiąże się z własnymi nakładami, a może przynieść spory zysk.
Niestety, zwykły śmiertelnik, który nie jest częścią żadnej partyjnej machiny, praktycznie nie ma szans na dostanie się do Parlamentu Europejskiego. W pojedynkę raczej nie przekroczy bowiem 5-procentowego progu wyborczego obowiązującego w skali kraju. Żeby dostać się do Brukseli, trzeba więc startować z ramienia partii, która ma na to szansę.
>>>Tylko cztery polskie partie będą w Brukseli
Z sondażu przeprowadzonego przez dwie prestiżowe uczelnie: London School of Economics i dubliński Trinity College wynika, że 48,4 proc. poparcia otrzyma PO, wprowadzając do PE 25 deputowanych, a 34,3 proc. zyska PiS, co pozwoli mu wysłać do Strasburga i Brukseli 17 przedstawicieli. Reprezentacja SLD może wynieść 5 posłów i 10,6 proc. głosów, a PSL to 3 deputowanych i 6,8 proc. głosów.
>>> Partie wydadzą miliony, by zdobyć Brukselę
Partie wydadzą grube miliony na kampanię wyborczą. Wydatki PSL na razie nie są znane.
Tak więc PO za każdego wprowadzonego do europarlamentu zapłaci średnio 360 tys. zł. PiS - prawie 530 tys. zł, a Nowi europosłowie nie poniosą jednak tych kosztów z własnej kieszeni. Rachunki zapłacą ich partie - finansowane z budżetu. Za reklamowe kampanie, festyny i plakaty zapłacą więc podatnicy, ale... to nie oni, tylko politycy, będą dostawać wysokie europensje.
>>>Nasi europosłowie zarobią trzy razy więcej
Według nowych przepisów jego podstawowa pensja wyniesie 35 tys. zł miesięcznie. Politykowi PO, gdyby musiał zapłacić za kampanię z własnej kieszeni, wydatki zwróciłyby się więc po zaledwie 10 miesiącach. Politykowi SLD po połowie kadencji. Wybory do PE odbywają się raz na pięć lat. Do tego ma ponad milion złotych na prowadzenie biura poselskiego.