Sala jest pełna. Prezydent zaczyna mocno: Kilkadziesiąt minut później. "Szukamy mądrej i odpowiedzialnej drogi" - odpowiada mu szef rządu.
>>> Oto szczegóły prezydenckiego orędzia
Lech Kaczyński i Donald Tusk "Poczucie odpowiedzialności nie pozwala mi być biernym" - tłumaczył prezydent, dlaczego wygłasza w Sejmie orędzie. Do tej pory żadna z urzędujących głów państwa nie skorzystała z tego specjalnego uprawnienia.
>>> Przeczytaj, jak Tusk odpowiada prezydentowi
Ostrzega, że sytuacja robi się naprawdę poważna. Że milion osób może stracić pracę. I podkreśla, że troszczy się o kondycję polskiej gospodarki i jako prezydent, i jako obywatel.
W ławach rządowych i zajmowanych przez posłów koalicji padają komentarze: Lech Kaczyński troszczy się głównie o wynik wyborczy partii swojego brata. - kpił szef gabinetu premiera Sławomir Nowak.
Ale Donald Tusk był bardziej pojednawczy. "Nikt nie utajnia żadnych danych gospodarczych" - odrzucał zarzuty prezydenta. Ale i dziękował mu za deklarację gotowości do współdziałania. "Powinniśmy budować strategię na wyjście z kryzysu, ale nie jeden przeciwko drugiemu" - apelował.
>>> Minister finansów nie widzi recesji
Na sali panuje gorąca atmosfera. Nie mógł się powstrzymać nawet premier. Śmieje się także Lech Kaczyński.
Ale gdy przemawia Tusk, posłowie PiS krzyczą do premiera, że mówi nieprawdę. Padają zarzuty, że PO łamie konstytucję, dopuszczając do debaty po orędziu. Konstytucja tego nie przewiduje. PO nie widzi problemu. Dyskusja dotyczy informacji premiera o stanie gospodarki.
Prezydent przygotowywał orędzie w tajemnicy od kilku dniu. - przyznaje bliski współpracownik prezydenta. I nie ukrywa, że orędzie wpisuje się w polityczny scenariusz PiS. Bo to posiedzenie Sejmu jest ostatnim przed terminem wyborów do Parlamentu Europejskiego. Politycy PO dowiedzieli się o tym planie dopiero w czwartek. Zastanawiali się nawet, czy nie ma szans, by je zablokować.