W sierpniu 2007 r. , na której prokuratura zasugerowała, że za przeciek z akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa odpowiadają Janusz Kaczmarek i Ryszard Krauze. Na komisji oko w oko stanął z Januszem Kaczmarkiem, dawnym współpracownikiem z resortu sprawiedliwości.
>>>Konfrontacji nie było. Był za to kabaret
Ten oskarża, że w tej sprawie były wywierane naciski polityczne. Przewodniczący Karpiniuk nie wiedział bowiem, że aby konfrontacja przebiegła prawidłowo, posłowie muszą dysponować pełnymi i autoryzowanymi stenogramami z wcześniejszych przesłuchań obu świadków.
Tymczasem posłowie nie dysponowali protokołem z zeznań Engelkinga ze środowego przesłuchania. Co więcej, .
Eksperci komisji nie mieli wątpliwości. - mówił były prokurator Andrzej Jóźwiak. Chwilę później posłowie jednomyślnie zdecydowali o przerwaniu obrad.
Co na blamaż Karpiniuka politycy PO? "Nie znam sprawy" - ucina Grzegorz Dolniak, wiceszef klubu parlamentarnego. - ocenia poseł PO zasiadający w innej komisji śledczej.
W czwartek nie zabrakło również tradycyjnych na tej komisji utarczek. Pierwszy pytania zadawał Robert Węgrzyn z PO, który stwierdził, że najpierw ma odpowiadać Janusz Kaczmarek, którego uważa on za osobę bardziej wiarygodną. Ripostował mu Arkadiusz Mularczyk z PiS. To przecież na panu Kaczmarku ciążą zarzuty karne, a nie na panu Engelkingu" - w ten sposób Mularczyk robił przytyk do maturalnego wykształcenia Węgrzyna. Chwilę później nie musiał już robić żadnych uwag, bo obrady zostały przerwane.