Dziennik Gazeta Prawana logo

Rokita: Nie będzie kary za "arschlocha"

8 lipca 2009, 09:07
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rokita: Nie będzie kary za "arschlocha"
Inne
Nelly Rokita żali się, ze komplikują się sprawy z "incydentem monachijskim". Ujawniła, że właśnie została umorzona sprawa obrażenia jej męża przez policjantów. Podczas wyprowadzania z samolotu oraz na lotniskowym komisariacie Jan Rokita miał nie raz zostać uraczony epitetem "arschloch".

"Sprawa ta została umorzona. Policjant Schmidt - o ile dobrze pamiętam nazwisko - miał zły dzień. Powiedział, że nie chodziło mu o dziurę w odbycie, tylko o <Arschtag>, czyli gów... dzień." - powiedział Nelli Rokia w wywiadzie dla "Wprost Light". - dodała.

>>> Rokita słoni zapłaci za kłótnię w samolocie

I ponownie wróciła do "monachijskiego incydentu". "Ktoś miał zły nastrój i ten nastrój się rozprzestrzeniał. To było jak kula śniegowa. (...) My byliśmy w świetnych humorach. Może stewardesa miała do nas żal, że zlekceważyliśmy jej zły nastrój. Ona w ogóle nie miała poczucia humoru" - powiedziała posłanka PiS.

Do incydentu na monachijskim lotnisku - w wyniku którego Jan Rokita został skuty kajdankami i wyprowadzony z samolotu - doszło na początku lutego. Jak on sam opisywał całe zdarzenie?

>>> Kaczyński broni godności Rokity

"Mieliśmy płaszcze zimowe i kapelusze. Miejsca bagażowe nad naszymi fotelami były już pełne. Więc położyłem te płaszcze i kapelusze na jakimś wolnym miejscu i przypiąłem je paskami do siedzenia" - relacjonował dla DZIENNIKA. "Nagle stewardesa z niesłychaną agresją rzuca te kapelusze na Nelli, krzyczy coś po niemiecku, otwiera nad nami te przegrody bagażowe, które są pełne, i próbuje ze złością wepchnąć tam nasze płaszcze.

Wtedy Rokita wstał, wyjął płaszcze i przełożył do innego, mniej zapchanego luku bagażowego. "Ta stewardesa znów podeszła do mnie, zaczęła krzyczeć, że tu ona rządzi, a nie ja, i że mam opuścić samolot. " - opowiadał.

Po kilkunastu minutach na pokład wkroczyli policjanci. Rozkazali Rokicie opuścić samolot. Jego żona mogła zostać.

>>> Posłuchaj, jak krzyczał Jan Rokita

"Tłumaczyłem im, że nie opuszczę. Miałem przecież bilet, to był ostatni lot do Krakowa, była prawie północ, Nelli miała być rano w Sejmie" - relacjonował były poseł. "Zrzucili mnie z krzesła, bardzo boleśnie zakuli w kajdany. To były jakieś koszmarne niemieckie kajdany. Nawet bezpieka miała lepsze, bardziej wygodne" - opowiadał.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj