Zagwarantowanie paniom połowy miejsc na listach do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego to sztandarowy postulat Kongresu Kobiet. Po środowym spotkaniu Grzegorza Dolniaka z kobietami Platformy jest już jednak niemal pewne, że partia nie będzie lansowała tego pomysłu.
>>>Kobiety chcą połowy stanowisk w polityce
- mówi szefowa parlamentarnej grupy kobiet Magdalena Kochan. Już wcześniej zdecydowanie przeciw parytetom wypowiadała się Elżbieta Radziszewska, która w rządzie Donalda Tuska odpowiada za przeciwdziałanie dyskryminacji. Na spotkaniu z Dolniakiem pełnomocniczka przedstawiała przykład Skandynawii, gdzie wprowadzono programy aktywizujące kobiety. I przekonywała, że sprawdzają się one zdecydowanie lepiej niż np. obowiązujące we Francji parytety.
>>>Tusk gratuluje Kwaśniewskiej popularności
Zwolenniczek zagwarantowania kobietom połowy miejsc na listach podczas środowego spotkania było zaledwie kilka. " Nie mówimy o tym, żeby kobietom rozdawać mandaty, ale o tym, że szanse muszą być równe" - tłumaczyła Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Za parytetami opowiadała się też Joanna Mucha. Ale zdecydowanej większości koleżanek, których na spotkaniu z Dolniakiem było kilkadziesiąt, nie przekonały.
"Zawsze byłam przeciw i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Parytety, a już tym bardziej zagwarantowane ustawowo, nie są nam do niczego potrzebne. " - mówi twardo kolejna uczestniczka spotkania Monika Wielichowska. I dodaje, że „w polityce zawsze było więcej mężczyzn”. - twierdzi posłanka PO.
Wiceszef klubu PO komentuje spotkanie bardzo dyplomatycznie. "To była luźna rozmowa. Żadne decyzje nie zapadły" - mówi nam Dolniak. Jednak już wiceszef partii Waldy Dzikowski podkreśla - "Chcieliśmy zasięgnąć opinii naszych pań w kwestii parytetu, bo ich zdanie jest dla nas bardzo istotne". Choć i on twierdzi, że dyskusja na ten temat dopiero się rozpocznie. Jednak jedna z posłanek PO mówi wprost - .
Wczoraj przedstawicielki Kongresu Kobiet - z jedną z najpopularniejszych polskich feministek Magdaleną Środą na czele - namawiały do idei parytetów marszałka Sejmu oraz szefów klubów PO, PSL i Lewicy. Jednak już wcześniej przeciwko opowiedzieli się zarówno Bronisław Komorowski, jak i Stanisław Żelichowski. - przekonywał marszałek Sejmu.