Wygląda na to, że Lechowi Kaczyńskiemu grozi jakieś niebezpieczeństwo. Dwóch ochroniarzy cały czas go otaczało. Byli zarówno w trakcie uroczystej odprawy wart przed Grobem Nieznanego Żołnierza, jak i podczas przemarszu przed kompanią honorową, a także na belwederskim dziedzińcu podczas nominacji generalskich.
Ani Lech Wałęsa, ani Aleksander Kwaśniewski przed żołnierzami z ochroną nie paradowali. "Do BOR-u musiały dotrzeć sygnały o niebezpieczeństwie. Nieprzypadkowo też ta wzmocniona ochrona pojawiła się na obchodach święta wojskowego. Może to właśnie w Wojsku Polskim ktoś jest nieprzychylny prezydentowi" - wyjaśnia dziennikowi.pl Jerzy Dziewulski, doradca ds. bezpieczeństwa Aleksandra Kwaśniewskiego. Takimi sygnałami mogą być zwykłe plotki, jakie dotarły do BOR-u, ale też bezpośrednie pogróżki pod adresem Lecha Kaczyńskiego w postaci maili lub telefonów. Może to być nawet groźba zamachu.
Podejrzenia o grożącym prezydentowi niebezpieczeństwie stają sie jeszcze silniejsze, gdy spojrzeć na czarne torby, które dźwigali ochroniarze. Takich toreb funkcjonariusze BOR-u nie noszą na darmo. Zwyczajowo trzymają tam albo broń automatyczną, albo rozkładany w czasie zagrożenia parawan kuloodporny.
Na szczęście we wtorek nie musieliśmy oglądać BOR-u w akcji. Nie wiadomo jeszcze, czy nadzwyczajna ochrona się utrzyma. Pracownicy Kancelarii Prezydenta nabrali wody w usta i nie udzielają na ten temat żadnych informacji.