AGNIESZKA SOPIŃSKA: Co pan sądzi o rewelacjach ujawnionych przez wiceministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza?
WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI: Jeżeli wiceminister jakiegoś rządu wszedł w posiadanie wiadomości, że ponad połowa byłych ministrów spraw zagranicznych było agentami
sowieckich służb specjalnych, to natychmiast powinien skierować sprawę do prokuratora generalnego. Nie sądzę, żeby można było tak lekkomyślnie mówić o ludziach. Nie jestem
prawnikiem, ale wydaje mi się, że prokurator i premier natychmiast powinni interweniować i wyjaśnić tę sprawę. W moim przekonaniu są to dwie osoby właściwe do zajęcia stanowiska w sprawie
wypowiedzi członka rządu, że co najmniej pięciu byłych ministrów spraw zagranicznych było związanych z KGB.
Myśli pan, że Macierewicz ma podstawy, żeby rzucać takie oskarżenia?
Trzeba jego o to zapytać. Skąd ja mogę wiedzieć na jakiej podstawie on to powiedział? Ja nigdy nie byłem ani ministrem sprawiedliwości, ani prokuratorem generalnym i nie mogę
mówić o takich rzeczach. Mogę tylko wyrazić zdumienie, że tego rodzaju oświadczenie nie jest powiązane z działaniami prawnymi. W skali europejskiej byłaby to sytuacja niespotykana.
W żadnym demokratycznym państwie Europy nie zdarzyło się, żeby w ciągu kilkunastu lat pięciu ministrów spraw zagranicznych służyło obcemu mocarstwu.
Antoni Macierewicz powinien odejść z rządu?
Nie wiem, co powinien zrobić. Ja pana Macierewicza nie powołałem do rządu i nie będę się wypowiadał na temat jego odwołania. Mnie interesuje problem, o którym mówi pan
Macierewicz. Ja oceniam polityków po tym, co mówią i co robią. Jestem bardzo ciekaw, czy w najbliższych dniach prokurator generalny i premier zajmą stanowisko. Bo to jest
sprawa podstawowego naruszenia norm współżycia społecznego.
Macierewicz skrytykował też list otwarty byłych ministrów spraw zagranicznych w sprawie odwołania przez prezydenta Kaczyńskiego udziału w spotkaniu państw
Trójkąta Weimarskiego.
Wolno mu wyrazić taki poglad. Aczkolwiek nie wiem, czy to należy do zadań wiceministra obrony narodowej kompetentnego dla reorganizacji tajnych służb wojskowych. Bo o ile mi wiadomo, to
właśnie w tym celu został powołany. A skoro tak jest, to kwestia listu nie należy do zakresu działań tajnych służb wojskowych. Bo nie jest to ani kontakt na dostawy broni, ani nie jest to
wypowiedź na temat strategii wojskowej albo misji wojskowej. Ta wypowiedź byłych szefów polskiej dyplomacji dotyczyła problemów polityki zagranicznej, a w
szczególności Trójkąta Weimarskiego. Niczego więcej. To była wypowiedź, a nie list do pana Macierewiecza, na który on miałby odpowiedzieć.
Macierewicz mówi tak: „Tutaj mieliśmy do czynienia z aktem zbiorowym i przedstawianym jako działanie ludzi z różnych stron sceny politycznej, chciaż tak
naprawdę wszyscy reprezentowali interes struktur postsowieckich. Prawie wszyscy, bo tam jest dramatyczny problem występowania także pana Bartoszewskiego. Rzecz, której ja pojąć do
dzisiaj nie mogę”.
Nie wiedziałem, że pan Macierewicz był łaskaw wymienić mnie odrębnie jako problem dramatyczny. Otóż ja uważam, że problemem dramatycznym jest obecność w rządzie pana Antoniego
Macierewicza.
Premier Kaczyński powinien go odwołać?
Ja tego nie mówię. On mówi o dramatycznym problemie Bartoszewskiego, a ja staropolskim zwyczajem mówię: nawzajem, jest dramatyczny problem pewnych form wystąpień
Antoniego Macierewicza.
Myśli pan, że tego typu wystąpienie wiceministra obrony kompromituje cały rząd?
To zależy od tego, co rząd uważa na ten temat. Ja akurat tego rządu nie wybierałem. Dlaczego ja mam się wypowiadać na temat, czy ktoś kompromituje rząd, czy nie. Trzeba zapytać
ogół wyborców Prawa i Sprawiedliwości, trzeba zapytać posłów PiS, czy czują się skompromitowani. Jeżeli czują się skompromitowani, to niech to
powiedzą.