Zrobiła w polityce niezwykłą karierę. Zaczynała jednak jako dziennikarka. Najpierw w "Sztandarze Młodych" i "Przyjaciółce", później w telewizji. Po czterech latach jednak z hukiem stamtąd odeszła. Na znak protestu przeciwko zmianom w kierownictwie pożegnała się z widzami, wzięła torebkę i bez słowa wyszła ze studia. Wróciła do prasy.
Jednak nie na długo. W marcu 1995 roku Józef Oleksy zaproponował jej funkcję rzecznika rządu. Zgodziła się. Wtedy zaczęła się jej przygoda z polityką. W 1997 roku po raz pierwszy kandydowała do Sejmu z ramienia SLD. I dostała się. Później, po raz drugi, została posłanką w 2001 roku. W tym samym czasie Leszek Miller powołał ją na stanowisko wiceministra kultury. Jednocześnie w SLD zdobyła pozycję jednej z najważniejszych osób. Przez chwilę była szefową gabinetu politycznego premiera Leszka Millera. Ale wtedy zaczęły się też jej kłopoty.
Jako wiceminister kultury odpowiadała m.in. za ustawę o radiofonii i telewizji. I ta ustawa stała się później główną bohaterką komisji śledczej badającej aferę Rywina. To Jakubowska najczęściej zeznawała przed komisją. I właśnie ona została obarczona odpowiedzialnością za błędy i matactwo przy pracach nad dokumentem. Tak została jedną z głównych postaci całej afery. Potem było już tylko gorzej.
W grudniu 2004 roku prokuratura w Opolu zatrzymała jej męża w związku z podejrzeniami o korupcję. Kilka dni później Jakubowska została zawieszona w prawach członka SLD, po czym sama wystąpiła z partii. Na jakiś czas zrobiło się o niej cicho. Pojawiała się w mediach tylko, gdy wypływała sprawa aresztowania jej męża. Znów jednak trafiła na czołówki gazet w lipcu tego roku, gdy potrąciła rowerzystę, jadąc po pijaku.
Aleksandra Jakubowska ma syna. Podobno zna też na pamięć dialogi z filmu "Casablanka". Znajomi, za przykładem Leszka Millera, mówią o niej, że to twarda kobieta. Na ile twarda, okaże się przed prokuratorem. Jakubowska musi wytłumaczyć się z zarzutu wzięcia łapówki podczas ubezpieczania elektrowni Opole.