Janina S. jest jedyną skazaną w tym procesie. Sąd wymierzył jej karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i trzyletniego zakazu pełnienia funkcji związanych z tworzeniem prawa.

Prokuratura chciała dwóch lat więzienia w zawieszeniu, 36 tysięcy złotych grzywny oraz 10-letniego zakazu pełnienia funkcji publicznych dla czwórki oskarżonych - także dla Tomasza Ł. i Iwony G. Ale oni, tak jak Jakubowska, zostali uniewinnieni.

"To dowód na niezawisłość sądów" - cieszyła się Jakubowska po usłyszeniu wyroku. "Gdybym została skazana za to, że jako urzędnik państwowy broniłam interesu skarbu państwa, to z tego kraju trzeba by się było wyprowadzać" - komentowała.

"Sprawy polityczne nie powinny trafiać do sądu, a w tej sprawie Aleksandra Jakubowska jest niewinna" - argumentował podczas wczorajszej mowy końcowej mecenas Grzegorz Majewski. Była wiceminister odpowiadała za to, że w 2002 roku wpisała do projektu ustawy przepisy zakazujące prywatyzacji przez ministra skarbu Telewizji Regionalnej.

Dlaczego to zrobiła? Była pewna, że właśnie taka jest intencja rządu - tłumaczył obrońca Jakubowskiej. "Czy za działanie w obronie racji stanu należy karać?" - pytał mecenas Majewski, wnosząc o uniewinnienie Jakubowskiej. Wyjaśniał, że po posiedzeniu rządu ukazał się komunikat o nowelizacji ustawy i nikt nie protestował, choć były tam zmiany wpisane przez Aleksandrę Jakubowską.

Majewski jest przekonany, że Jakubowska nie chciała sfałszować ustawy. Wiedziała przecież, że projekt będzie jeszcze sprawdzany, a potem dyskutowany w Sejmie i Senacie, aż do podpisu prezydenta.

"Czy można liczyć, że takie fałszerstwo się nie wyda?" - pytał adwokat i tłumaczył, że Jakubowska mogła mieć błędne wyobrażenie o intencjach rządu, ale nie ma dowodów, by czyniła to świadomie.

Tomasz Nałęcz: Winą obarczono urzędnika, a nie polityka
"To przygnębiające, bo chodzi o to, by nie karać miecza, tylko rękę" - komentuje wyrok w radiu TokFM przewodniczący sejmowej komisji śledczej, badającej aferę Rywina, Tomasz Nałęcz. Uniewinnienie go - jak twierdzi - nie zaskoczyło, bo sąd widocznie nie znalazł twardych dowodów na winę Jakubowskiej.

"Ale ja nadal podtrzymuję stanowisko komisji, obarczam ją winą i zaliczam do grupy trzymającej władzę. Ale obwiniam ją w kategoriach politycznych. Sąd, by kogoś skazać, musi mieć sztywne dowody" - dodaje Nałęcz. I podkreśla, że ten wyrok potwierdza, że była afera Rywina, tylko sąd winą obarczył urzędnika a nie polityka.

Joachim Brudziński: Wyrok sprzeczny z ustaleniami komisji śledczej
"Ten wyrok absolutnie nie oddaje powszechnego odczucia opinii publicznej w tej sprawie" - mówi dziennikowi.pl Joachim Brudziński, sekretarz generalny Prawa i Sprawiedliwości. Zatrzega, że wyroków sądowych nie powinno się komentować, ale teb wyrok jest dla niego bulwersujący.

"Afera Rywina była największą aferą III RP i to co udało się odsłonić komisji śledczej to były rzeczy bulwersujące, kiedy dowiedzieliśmy się, jak dokonywano bezprawnych zmian w projekcie ustawy" - podkreślił Brudziński. Zwrócił uwagę, że komisji udało się udowodnić, iz dochodziło do naruszenia prawa, choćby przez czyszczenie przez Aleksandrę Jakubowską komputerowych dysków.

"Wyrok sądu jest całkowicie sprzeczny z tym, co odsłoniła sejmowa komisja" - mówi Brudziński. Polityk jest zadowolony, że minister sprawiedliwośći Zbigniew Ćwiąkalski zapowiedział złożenie przez prokuraturę apelacji od wyroku sądu.

Leszek Miller: O jedną cegłę mniej
"Zakończony właśnie proces pokazał jak dęte okazały się pomówienia Ziobry i jego zauszników" - pisze w swym blogu w portalu onet.pl Leszek Miller. Przypomina, że nawet prokuratura przyznała, iż ani śledztwo, ani proces nie ujawniły, kto był zainteresowany przeróbką projektu ustawy o radiofonii i telewizji. Ale podległa byłemu ministrowi Ziobrze prokuratura zdecydowała się na proces. "Tym samym Jakubowska została oskarżona o to, że jako wiceminister odpowiedzialna za pilotowanie rządowego projektu ustawy spowodowała, iż był on zgodny z intencją rządu, który chciał zapobiec prywatyzacji telezizji regionalnych" - pisze Miller

Sąd nie podzielił zarzutów oskarżenia i uniewinnił Jakubowską uznając, że nie należy karać za działanie w obronie racji stanu i interesu publicznego. Tym samym wyjął kolejną cegłę z propagandowego gniotu, jakim jest raport Ziobry w tzw. sprawie Rywina przyjęty przez Sejm większością zaledwie dwóch głosów w dniu 28 maja 2004 roku.

Twierdzenia Ziobry tam zawarte pozostają w rażącej sprzeczności ze sprawozdaniem sejmowej komisji śledczej, która w maju 2004 r. ustaliła, że "Nie ma podstaw do twierdzenia, że istniał związek między korupcyjną propozycją złożoną przez Lwa Rywina, a procesem legislacyjnym ustawy o radiofonii i telewizji".

"Ówczesny marszałek Sejmu Józef Oleksy w niespotykanym pokazie tchórzostwa i strachu o własny fotel dopuścił do głosowań nad raportem komisji - do czego nie miał prawa. W rezultacie spreparowana <prawda Ziobry> stała się przedmiotem prokuratorskich dochodzeń i przewodów sądowych" - czytamy w blogu byłego premiera.