"Lubię i cenię Kazimierza Marcinkiewicza" - wyznaje Rokita, a były premier krytykuje... słabości rządu PiS. Czy to zwiastuny wielkiej koalicji? - stawia pytanie DZIENNIK i
przypomina, że już od ponad roku politycy największych polskich partii nie potrafią ze sobą normalnie rozmawiać.
A w redakcji DZIENNIKA Rokita i Marcinkiewicz wznieśli się ponad wzajemne urazy. Nie było mowy o "cieniasach z Platformy" ani o rządach, które są "hańbą dla
Polski".
Ostre słowa pod adresem PiS padły natomiast z ust... byłego premiera. Konieczna jest współpraca obydwu partii, bo przy takich koalicjantach, jakimi są dzisiaj Samoobrona i LPR, Polska nie wykorzysta swojej szansy - mówił otwarcie Marcinkiewicz. Jan Rokita z mniejszym optymizmem patrzy na ewentualną współpracę PO-PiS. Bo chce, by najpierw rozstrzygnęły się wyniki wyborów samorządowych. "Na drugi dzień po naszym zwycięstwie w Warszawie możemy negocjować warunki współpracy" - deklaruje lider PO.
Czy to jest realne? Rokita ma przecież jak najgorsze zdanie o obecnych rządach - zaznacza DZIENNIK. "Przywódcy PiS są niezdolni do sprawowania władzy w nowoczesnym państwie" - mówi. Przeszkodą do współpracy pozostaje też szafa pułkownika Lesiaka, wypchana dokumentami z inwigilacji prawicy, akcji Urzędu Ochrony Państwa z lat 90. Sprawa wyjaśniana jest jak należy - twierdzi Marcinkiewicz. Ale dla Rokity szafa stała się "prymitywnym narzędziem pisowskiej ideologii".
"Te różnice są do przezwyciężenia" - ocena profesor socjologii Jadwiga Staniszkis, która również brała udział w debacie i której głos liczy się w obydwu partiach. "Młodzi ludzie w PiS nie chcą koalicji z LPR i Samoobroną. A ich rówieśnicy z PO nie zgodzą się na koalicję z SLD i drugi Budapeszt" - ocenia Staniszkis.