Po wyjściu z opolskiego aresztu Jakubowska całymi dniami przesiaduje w swej willi w Podkowie Leśnej i ani na chwilę nie wychyla z niej nosa.
Poranek: Jakubowska siedzi w domu. Południe: Jakubowska dalej w domu. Wieczór: nic się nie zmienia. Widać, że dawna lwica lewicy przyzwyczaja się do niewoli. Krząta się po kuchni, zasiada z rodziną do stołu, rozmawia z mężem, ale nie wychodzi nawet na chwilę.
Jeszcze kilka miesięcy temu byłoby to nie do pomyślenia. Jakubowska była osobą zbyt ruchliwą i energiczną, by bezczynnie wysiadywać w domu. Wszędzie jej było pełno, cały czas biegała, można ją było zobaczyć na ulicy, w sklepie, restauracji... Jeszcze gdy siedziała w opolskim areszcie, spacery też były jej ulubioną rozrywką. Korzystała z nich, kiedy tylko mogła i jak długo mogła.
Jakubowska, której sąd nakazał meldować się na komisariacie co środę, pobiegła tam już w poniedziałek. Czyżby tak bardzo brakowało jej mundurowych?