Byłoby "niedobrze" dla Polski i Grzegorza Napieralskiego, gdyby szef SLD został premierem od razu po wyborach – twierdzi Kwaśniewski. "Lepiej byłoby, gdyby stopniowo te cięższe zbroje zakładał" – podkreśla były prezydent, jako przykład podając własną karierę i kolejne stanowiska, jakie zajmował przed prezydenturą.

Reklama

Możliwość sformowania koalicji PiS-SLD istnieje "teoretycznie" – mówi. "Sojusz z PiS oznaczałby dramatyczne pęknięcie w SLD. 90 proc. wyborców lewicy by tego nie zaakceptowało" – ostrzega jednak. Dla pozostałych 10 proc. liczy się jedynie nie dopuszczenie do władzy koalicji PO-PSL oraz powrót SLD do władzy po sześciu latach w ławach opozycji. "Dziesięć procent chętnie pójdzie w PiS" – kwituje Kwaśniewski. Podobny podział istnieje nie tylko w elektoracie, ale też w samym Sojuszu.

Wbrew pozorom koalicja taka jest możliwa – sugeruje były prezydent. "Łatwo wyobrazić sobie retorykę, którą SLD mógłby się posłużyć, żeby uzasadnić koalicję z PiS, gdyby PO wyraźnie przegrała" – argumentuje. Liderzy Sojuszu mogliby wtedy mówić o "ucywilizowaniu" rządów PiS, zapobieganiu powtórki z rządów PO-PSL.

Tak czy inaczej "do wyborów Kaczyński i Napieralski będą powtarzali, że takiej koalicji nie będzie" – podkreśla Kwaśniewski. Gdyby dyskusja na ten temat toczyła się otwarcie, zniechęciłoby to znaczną część elektoratu tych partii.