O przekazaniu doniesienia Karnowskiego do szczecińskiej prokuratury poinformował w środę PAP rzecznik prasowy prokuratora generalnego Mateusz Martyniuk. Pierwsze pismo w tej sprawie prezydent Sopotu skierował 10 czerwca właśnie do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.

Reklama

Zdaniem Karnowskiego do przestępstwa miało dojść między 14 lipca 2008 r. a 16 lutego 2010 r. w trakcie śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Apelacyjną w Gdańsku w tzw. aferze sopockiej poprzez zmianę "istotnych parametrów dowodów rzeczowych". Swoje podejrzenia prezydent Sopotu oparł na opinii dr. Jana Sehna z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, który wykazał m.in., że tzw. suma kontrolna określająca parametry techniczne nagrania, którą Julke złożył w prokuraturze, została zmieniona.

Karnowski poinformował w środę na swoim blogu, że prokuratura po raz kolejny odmówiła mu możliwości uzyskania kopii nagrań Julkego.

"Co interesujące, Julkemu za zgodą prokuratury funkcjonariusz CBA - jak wynika z akt sprawy - przegrał te nagrania, ponieważ Julke ich potrzebował. No cóż, pewnie muszę zwrócić się o kopie nagrań do Julkego. Mi prokuratura konsekwentnie odmawia. A szkoda. Wiem jedno. Miałem dotychczas okazję, razem z moimi mecenaskami raz przesłuchać nagrania w prokuraturze. Wiem jedno, stenogram nie zgadza się z tym, co słychać w nagraniach. Co więcej, nawet stenogramy wykonane przez dwóch różnych biegłych się nie zgadzają" - napisał prezydent Sopotu.

W czerwcu 2010 r. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku skierowała do Sądu Rejonowego w Sopocie akt oskarżenia przeciwko Karnowskiemu zawierający sześć zarzutów, w tym pięć korupcyjnych. Miesiąc później sopocki sąd zwrócił go prokuraturze, uznając, że przedstawiony przez śledczych materiał dowodowy wymaga uzupełnienia. Prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję, jednak Sąd Okręgowy w Gdańsku podtrzymał decyzję sopockiego sądu, zalecając śledczym uzupełnienie materiału dowodowego, w tym sporządzenie dodatkowych opinii biegłych.

Śledztwo nadal trwa - kilka dni temu gdańscy prokuratorzy po raz kolejny wystąpili do Prokuratury Generalnej o przedłużenie terminu dochodzenia do końca września.

Reklama



Wśród zarzutów postawionych Karnowskiemu przez prokuraturę apelacyjną znalazło się m.in. żądanie w marcu 2008 r. łapówki w postaci dwóch mieszkań od Sławomira Julkego. Zdaniem biznesmena, który planował przebudować strych kamienicy w Sopocie, prezydent chciał dostać lokale jako zapłatę za pomoc w uzyskaniu od swoich urzędników koniecznych pozwoleń na przebudowę. Przedsiębiorca nagrał rozmowę z prezydentem Sopotu i dostarczył śledczym kopię nagrania. Jak zeznał Julke, dyktafon, na którym znajdował się oryginał, został zniszczony.

Prokuratura oskarżyła też Karnowskiego o przyjęcie korzyści majątkowych w wysokości ok. 60 tys. zł od miejscowego dilera samochodowego Włodzimierza G. Miał on m.in. sprzedać prezydentowi Sopotu trzy auta po zaniżonej cenie i za darmo je serwisować. Ostatni zarzut korupcyjny dotyczył relacji Karnowskiego z miejscowym przedsiębiorcą Marianem D. Według prokuratury prezydent przyjął od niego korzyść majątkową w postaci wykonanych bezpłatnie na swojej posesji usług budowlanych o wartości 2 tys. zł.

Śledczy zarzucili też Karnowskiemu, że w 2007 roku - przed przetargiem na samochody dla magistratu - złożył fałszywe oświadczenie, w którym stwierdził, że z firmą prowadzoną przez Włodzimierza G. nie łączą go stosunki, które mogą budzić wątpliwości co do jego bezstronności wobec tej firmy. Prezydent przyznaje jednak, że już od kilku lat diler samochodowy jest jego dobrym znajomym.

Karnowski odpiera wszystkie zarzuty prokuratury: zaprzecza jakoby kupował auta po zaniżonej cenie, twierdzi też, że nagranie rozmowy, w czasie której miał złożyć rzekomą korupcyjną propozycję Sławomirowi Julkemu, zostało przez biznesmena zmanipulowane.