Gen. Paweł Bielawny, b. wiceszef BOR, któremu warszawska prokuratura postawiła zarzuty w związku z przygotowaniem w 2010 r. wizyt w Smoleńsku prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska, został doradcą wojewody małopolskiego Jerzego Millera.

Bielawny został zatrudniony od 1 kwietnia na stanowisku, którego nazwa oficjalna brzmi: doradca wojewody ds. analizy zagrożeń i działań prewencyjnych w zakresie bezpieczeństwa osób objętych specjalnym statusem ochrony. W praktyce ma on odpowiadać za bezpieczeństwo VIP-ów, którzy podczas EURO 2012 pojawią się w Krakowie. Pod Wawelem będą trenować reprezentacje Włoch, Anglii i Holandii.

O zatrudnieniu gen. Bielawnego poinformował w środę portal tvn24.pl Informację tę potwierdziła PAP rzeczniczka wojewody małopolskiego Monika Frenkiel. Pan Paweł Bielawny został zatrudniony na podstawie umowy zlecenia od 1 kwietnia do 31 lipca 2012 r. - powiedziała Frenkiel. To, że ktoś ma zarzuty, nie oznacza, że nie może być zatrudniony. Do czasu uznania winy prawomocnym wyrokiem sądowym obowiązuje domniemanie niewinności - mówiła PAP Frenkiel.

Dodała, że w zakresie obowiązków Bielawnego jest: analiza zagrożeń i przygotowanie planu zapewnienia bezpieczeństwa osobom, którym należy się szczególna ochrona, koordynacja i opiniowanie planów zabezpieczeń, udział w konferencjach, spotkaniach i odprawach dotyczących bezpieczeństwa podczas turnieju oraz nawiązanie kontaktów z federacjami piłkarskimi i placówkami dyplomatycznymi krajów, których reprezentacje będą przebywały w Krakowie.

Bielawny tuż po tym jak usłyszał zarzuty został zawieszony przez szefa BOR Mariana Janickiego w wykonywaniu czynności służbowych. Został też zdymisjonowany ze stanowiska wiceszefa BOR przez ministra spraw wewnętrznych Jacka Cichockiego. Pytany o to w środę rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz powiedział PAP, że sytuacja Bielawnego nie zmieniła się i nie odszedł ze służby. Nadal jest zawieszony w czynnościach. Zanim jednak usłyszał zarzuty wystąpił do szefa BOR o zgodę na dodatkowe zatrudnienie i ją otrzymał - zaznaczył Aleksandrowicz.

Wyjaśnił, że zgodnie z obowiązującymi przepisami o taką zgodę może wystąpić każdy funkcjonariusz BOR, a podjęcie dodatkowej pracy jest możliwe pod warunkiem, że "nie uwłacza ona mundurowi" i gwarantuje funkcjonariuszowi rozwój. Bielawny jako funkcjonariusz zawieszony w czynnościach otrzymuje 50 proc. swojej pensji.

9 lutego tego roku Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga postawiła gen. Bielawnemu zarzuty niedopełnienia obowiązków w trakcie działań BOR podczas przygotowań wizyt w Smoleńsku prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska oraz poświadczenia nieprawdy w dokumencie. Jak informowała wówczas rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur, Bielawny nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Nie rozmawiał też z mediami. Pierwszy z zarzutów zagrożony jest karą do trzech lat więzienia, a drugi do lat pięciu.

Bielawny służył w Biurze Ochrony Rządu od 1991 r. Przeszedł przez wszystkie szczeble w ochronie osobistej od funkcjonariusza ochrony do szefa ochrony prezydenta. Odbył również liczne kursy i szkolenia specjalistyczne w BOR, policji, GROM. Jako wiceszef BOR był odpowiedzialny za działania związane z ochroną najważniejszych osób w państwie i delegacji zagranicznych przebywających na terenie Polski. Jak informowało w lutym BOR, Bielawny zgodził się na podawanie swych pełnych danych osobowych.

Praska prokuratura bada wątki, które zostały wyłączone na przełomie marca i kwietnia zeszłego roku z głównego postępowania w sprawie katastrofy smoleńskiej, prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Dotyczą one okresu od września 2009 r. do 10 kwietnia 2010 r. i badana jest w nich sprawa ewentualnego niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych kancelarii prezydenta, premiera, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie i BOR w związku z przygotowaniami wizyt w Katyniu premiera Donalda Tuska (7 kwietnia 2010 r.) i prezydenta Lecha Kaczyńskiego (10 kwietnia).