W związku z naruszeniem przez "Wprost" mojego dobrego imienia, po analizie prawnej kieruję sprawę do sądu. Reprezentować mnie będzie mecenas Roman Giertych - pisał 24 kwietnia na Twitterze minister Sławomir Nowak.

Tygodnik pisał wtedy o koleżeńskich układach ministra z firmą CAM Media.  To po tym tekście Sławomir Nowak musiał przed premierem tłumaczyć się z drogich zegarków. 

Czy po najnowszym artykule "Wprost" Nowak znów będzie musiał udzielać wyjaśnień?

Minister twierdzi na przykład, że z zegarków, które nosi jedyny, który ma większą wartość to ten otrzymany od najbliższych na urodziny. Ministrowi chodzi o ekskluzywnego Ulysse Nardin, który kosztuje ok. 30 tysięcy złotych. Tyle, że Nowak mówi nieprawdę. Na jego ręce w ostatnim czasie można było zobaczyć np. Hublota all black fusion, za który w salonie trzeba zapłacić ok. 33 tysięcy złotych. Inny z zegarków używany przez Nowaka – Cuervo y Sobrinos Torpedo – kosztuje kilkanaście tysięcy. Żadnego z tych zegarków Nowak nie umieścił w oświadczeniu majątkowym, choć był do tego zobowiązany - pisze "Wprost".

Nowak wyjaśniał dziennikarzom, że drogie zegarki wymienia z biznesmenami.

Nowak, w rozmowie z "Wprost”, przyznał, że wymian takich dokonywał z Piotrem Wawrzynowiczem, który jest wpływową postacią w grupie biznesowej Zygmunta Solorza. Śladu po tych zamianach nie ma w poselskim rejestrze korzyści, choć prawo nakazuje, by wpisywać do niego otrzymywane rzeczy o wartości powyżej 600 złotych - czytamy w tygodniku. 

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" minister tłumaczył: Po tygodniu zwróciliśmy sobie nasze zegarki.

"Wprost" twierdzi jednak co innego.

Ekskluzywnego Hublota za ponad 30 tysięcy widać na ręce Nowaka na zdjęciach z września, listopada 2012, ale też na fotografiach ze stycznia i kwietnia tego roku - pisze tygodnik. 

Dziennikarze zarzucają ministrowi, że mija się z prawdą także w sprawie swoich wizyt w ekskluzywnym klubie "Prive".

Nowak, jak opisaliśmy, w zeszłym roku bawił w ekskluzywnym klubie "Prive”, który na czas piłkarskiego Euro założyła Cam Media. Gościł tam na zaproszenie Adama Michalewicza, swego kolegi i jednego ze współwłaścicieli wspomnianej firmy. Minister w rozmowie z "Wprost" twierdził, że w klubie był tylko raz, co jest kłamstwem. Był tam widywany częściej. Nie płacił za siebie. Sławomir Nowak przesiadywał w "Prive” w strefie dla VIP-ów. W klubie były astronomiczne ceny - czytamy na stronie internetowej tygodnika.

"Wprost" dotarł do biznesmena, który bywał w klubie i widział tam ministra Nowaka. Zdaniem rozmówcy rachunki za nasiadówkę kilkunastu osób przy stoliku w strefie VIP potrafiły dochodzić do kilkudziesięciu tysięcy złotych.

To tak jakby Sławomir Nowak dostał bilet lotniczy lub ktoś zafundował mu wakacje, taka to jest przecież wartość. My ścigaliśmy wiceszefa NFZ za kolację o wartości 680 złotych jaką miał mu zafundować były dyrektor biura firmy farmaceutycznej. Trafił za to do aresztu - mówi oficer ABW