W liście zatytułowanym "Państwo Tuska jak państwo Millera" Gowin podkreślił także, że wydarzenia na Dolnym Śląsku utwierdziły go w tym, że jego decyzja o opuszczeniu PO była słuszna.

- Teraz okazało się, że przy okazji wyborów regionalnych na Dolnym Śląsku uprawiano na dużą skalę korupcję polityczną. Wasi koledzy handlowali posadami w państwowych spółkach, przy okazji zbierając na siebie haki - napisał Jarosław Gowin. 

Na reakcje innych polityków nie trzeba było długo czekać. Zdaniem Włodzimierza Czarzastego z SLD list Gowina to głupota. - To następny przegrany, który płacze, że został wyrzucony z pokoju rządzenia - uważa.

Ale podkreśla przy tym, że jeśli w PO będzie dochodzić do takich sytuacji, jak podczas zjazdu we Wrocławiu, to nikt nie będzie chciał z sprawować władzy z Platformie. Będzie się bał, że skończy w więzieniu - jak przekonuje.

Adam Szejnfeld z PO uważa, że to, co wydarzyło się przed wyborami na Dolnym Śląsku to jednostkowy przypadek. Jak podkreśla PO nie jest partią kolegów Leszka Millera, jak przekonywał Gowin w liście.

- Sępy przedwcześnie się zlatują. To trudny moment dla Platformy, ale my z tego wyjdziemy, a winni poniosą konsekwencje - podkreśla.

W ocenie byłego ministra rolnictwa, polityka PSL, Marka Sawickiego w liście Gowina widać bardzo ostry żal odrzuconego. - To odrzucony polityk, który walczy o swoją pozycję, udając, że uda mu się zaznacza - mówi.