Nikt nie potwierdza, by istniało nagranie rozmowy Donalda Tuska z Janem Kulczykiem - wynika z ustaleń "Rzeczpospolitej". O tym, że taka taśma istnieje i została zarejestrowana w ubiegłym roku w willi premiera przy ulicy Parkowej w Warszawie informowała "Gazeta Wyborcza". Według tego dziennika, dysponują nią byli funkcjonariusze ABW i miała być ona oferowana na rynku.
Według "Rzeczpospolitej" nie ma jednak potwierdzenia, iż to nagranie komukolwiek oferowano. Gdyby to zrobiono, pierwszym zainteresowanym jego odkupieniem byłby zapewne Jan Kulczyk. W rozmowie z premierem miał bowiem wyjawić, jakie interesy na Wschodzie zamierza robić. Informator gazety ze służb zauważa, że Kulczyk przed śmiercią nie zgłosił się do prokuratury jako pokrzywdzony.
- mówi gazecie osoba znająca kulisy śledztwa podsłuchowego.
Według pracownika służb, informacja o takiej taśmie to blef mający wywołać popłoch.
Prokuratura prowadząca śledztwo podsłuchowe, choć nie wprost, zaprzecza, że w aktach są dowody lub poszlaki wskazujące na istnienie takiej taśmy. - - mówi "Rzeczpospolitej" Mariusz Piłat, wiceszef Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Gazeta zauważa, że gdyby informacja o istnieniu taśmy była dla śledczych wiarygodna, musieliby przesłuchać m.in. funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, którzy tamtego dnia strzegli willi przy Parkowej. Według informacji "Rzeczpospolitej" takich przesłuchań nie było.