Sprawę uzyskania przez Rosję kilku tysięcy numerów telefonów komórkowych polskich wojskowych opisał „Nasz Dziennik”.

Reklama

– To najprawdopodobniej dotyczy działalności jednego z operatorów. Trzeba to wyjaśnić, bo nie powinno tak być. Trzeba udoskonalić procedury, żeby operatorzy byli absolutnie szczelni – komentował Siemoniak.

Dodał, że o sprawie wiedział przed publikacją ND. – Wyjaśniamy sprawę i poinformujemy opinię publiczną o wynikach. Dajmy pracować śledczym, oni to wyjaśnią – mówił gość Moniki Olejnik w Radiu ZET.

"Nasz Dziennik" napisał, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego i prokuratura prowadzą śledztwo ws. tajemniczych telefonów z Rosji, które dostało kilka tysięcy żołnierzy i cywilnych pracowników wojska. Chodzi o prawie 10 tys. osób. Wszyscy należą do jednej sieci.

Do niektórych dzwoniono po kilka razy. Dzwonił rosyjski operator oferujący płatne usługi telefoniczne. Polacy dostawali tzw. "strzałki", czyli krótkie sygnały, operator liczył, że będą oddzwaniać i płacić wysokie koszty połączenia.