Pięcioro posłów PO odwiedziło w piątek po południu siedzibę MON w Warszawie, by zapoznać się z dokumentami z postępowania na śmigłowce, w którym poprzedni rząd wskazał maszyny H225M Caracal produkcji Airbus Helicopters; do realizacji umowy nie doszło.
Po wyjściu z gmachu MON poseł PO Tomczyk powiedział, że do dokumentacji ws. caracali miał dostęp nie tylko były już szef podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej dr Wacław Berczyński. Do dokumentacji - jak wskazał - dostęp miał też członek komisji Kazimierz Nowaczyk oraz b. rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz.
Jak podkreślił, Berczyński na podstawie ustnego polecenia szefa MON Antoniego Macierewicza oraz na podstawie pisemnego dopuszczenia podpisanego przez ministra obrony do informacji ściśle tajnych, był upoważniony do zapoznawania się z dokumentacją postępowania na pozyskanie śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii.
Tomczyk powiedział, że Macierewicz 20 stycznia 2016 r. osobiście podjął decyzję o przesłaniu ponad 10 tys. stron częściowo niejawnej dokumentacji przetargowej z Inspektoratu Uzbrojenia do Centrum Operacyjnego MON, do którego dostęp bezpośrednio mogli mieć Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz.
- powiedział Tomczyk.
Marcin Kierwiński (PO) zwracał uwagę, że osoby, które miały dostęp do tej dokumentacji nie miały certyfikatu bezpieczeństwa. - powiedział poseł.- dodał Kierwiński. Dostęp do tych dokumentów - zaznaczył - Macierewicza.
Wskazał, że w dokumentach, które zobaczyli posłowie PO nie ma żadnej informacji na temat tego, że postępowania te się zakończyły. - podkreślił poseł Platformy.
Polityk zastanawiał się też, czy nagła rezygnacja Berczyńskiego z kierowania podkomisją do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej i jego wyjazd z kraju był spowodowany tym, że udzielił wywiadu ws. Caracali, czy - tłumaczył Kierwiński.
- podkreślił Kierwiński.
Poseł Platformy Mariusz Witczak dodał, że po przeanalizowaniu dziennika aktywności dostępu do tych dokumentów, wynika że osobą był Berczyński. Jak zaznaczył akta dotyczące przetargu na ewentualny zakup Caracali, "przetrzymywał" ok. ośmiu miesięcy. Aktywność w przypadku Nowaczyka i Misiewicza - jak dodał - była
Jak oceniła Joanna Kluzik-Rostkowska (PO) bardzo dobrze się stało, że odpowiedziano na apel jej partii, którą zaproszono do MON. - zaznaczyła.
Posłowie poinformowali, że w poniedziałek złożą wniosek ws. uzyskania dostępu do kolejnych dokumentów, które rozszerzą ich wiedzę w tym zakresie. Zapowiedzieli też wniosek do Macierewicza o ujawnienie dokumentów, żeby - jak uzasadniali - opinia publiczna również mogła się z nimi zapoznać.
W kwietniu Berczyński w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" powiedział, że to on "wykończył" Caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniali, że Berczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi, które rozpoczęły się we wrześniu 2015 r. i zakończyły bez podpisania umowy w październiku 2016 r.
Pod koniec kwietnia PO zapowiedziała zbadanie sprawy śmigłowców, zwłaszcza ewentualnego wpływu Berczyńskiego na rezygnację z kontraktu z Airbusem oraz - jak wtedy mówili politycy Platformy - planów MON w sprawie zakupu nowych śmigłowców. 27 kwietnia grupa posłów PO chciała wejść do MON i skontrolować dokumenty. Politycy Platformy rozmawiali wówczas krótko z wiceministrem Dworczykiem, który zadeklarował udostępnienie dokumentów w innym terminie. Dzień później Dworczyk zaprosił parlamentarzystów PO na 5 maja.
27 kwietnia szef MON Antoni Macierewicz ocenił, że w istocie doszło do kompromitacji PO, .
- powiedział szef MON.
Posłowie PO próbowali przeprowadzić kontrolę na własną rękę, na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, która przewiduje m.in., że parlamentarzysta ma prawo podjąć - w wykonywaniu swoich obowiązków - interwencję w organie administracji rządowej. Wcześniej PO wnioskowała, by dwie kontrole w MON przeprowadziła sejmowa komisja obrony. Komisja wnioski odrzuciła.
Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON wstępnie wybrało ofertę europejskiej grupy Airbus Helicopters. Protestowały wtedy będące wówczas w opozycji PiS i związki zawodowe działające w zakładach w Mielcu i Świdniku, które również startowały w przetargu. We wrześniu 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej, której podpisanie było warunkiem zawarcia kontraktu. Kontraktu nie podpisano - na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało offset, uznało dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe. Według rządu PiS, oferta nie odpowiadała interesom ekonomicznym i bezpieczeństwa Polski, a wartość proponowanego offsetu była niższa od oczekiwanej.