O tym, że to Ministerstwo Obrony Narodowej zaczyna przejmować kluczowe zadania związane z cyberbezpieczeństwem, wiadomo od czasu, gdy Antoni Macierewicz ogłosił, że jego resort ma na ten cel 2 mld zł. Równolegle resort cyfryzacji nie był w stanie wywalczyć na własne działania w tym zakresie "skromnych" 60 mln zł. To jasno pokazało, kto rozdaje karty. Teraz zostały one częściowo odkryte.
Centrum nowego cyberporządku ma być licząca tysiąc osób specjalna jednostka wojskowa. – przyznaje Mirosław Maj, szef Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, wieloletni kierownik zespołu CERT Polska i doradca MON. A teraz także – jak oficjalnie podczas Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC 2017 zapowiedział go minister Macierewicz – kierownik biura ds. organizacji polskich oddziałów cybernetycznych.
–– dodaje Maj, który w środowisku związanym z cyberbezpieczeństwem już doczekał się pseudonimu "generał".
COC, o którym wspomina, to zespół uruchomiony ponad dwa lata temu w ramach Narodowego Centrum Kryptologii. – – tłumaczy Maj.
Na zbudowanie zespołu i wyszkolenie go MON potrzebuje dwa lata. I nie ukrywa, że główne powody takiej reorganizacji to coraz bardziej aktywna w cyberprzestrzeni Rosja. Do niedawna prowadziła ona głównie nieoficjalne działania, ale pod koniec 2016 r. Władimir Putin oficjalnie podjął decyzję o stworzeniu wojsk informacyjnych.
Jako przykłady tego, jak nasz wschodni sąsiad działa w sieci, Antoni Macierewicz podał niedawne wybory w USA, Francji, ale także referendum w Katalonii, gdzie dezinformacja polityczna stała się kluczowym sposobem prowadzenia walki w sieci.
deklaruje Maj i precyzuje inne założenia: rozbudowę całego ekosystemu cyberochrony, czyli inwestycje w postaci minigrantów w badania naukowe, w zakup technologii, sprzętu czy oprogramowania.
Drugim elementem cybertarczy jest niespodziewane powołanie Pawła Szefernakera na szefa nowego departamentu przy kancelarii premiera. Dotychczasowy sekretarz stanu w KPRM i autor internetowego sukcesu PiS podczas kampanii wyborczej ma pomóc lepiej reagować i koordynować działania związane z cyberbezpieczeństwem. Oficjalnie nowy departament ma nie wchodzić w kompetencje ani MON, ani Ministerstwa Cyfryzacji, które wciąż odpowiada za przygotowanie ustawy o cyberbezpieczeństwie RP, ale eksperci widzą w tym wyraźne działanie zmniejszające rolę resortu Anny Streżyńskiej.
– – słyszymy od jednego z ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa. – – rozkłada ręce nasz rozmówca.
To jednak nie tylko kwestia silniejszej pozycji MON w rozgrywkach politycznych wewnątrz rządu, lecz także realizacja zobowiązań, jakie zapadły ponad rok temu podczas szczytu NATO w Warszawie. Oficjalnie ogłoszono wtedy, że cyberprzestrzeń jest obszarem działań wojennych na równi z ziemią, wodą czy powietrzem. Kolejne państwa sojuszu zaczęły więc ogłaszać coraz to poważniejsze inwestycje w swoje cyberwojska.
Niemcy w kwietniu tego roku podały, że Bundeswehra rozwija czwarty rodzaj sił, czyli właśnie cyberamię, a konkretnie jednostkę nazwaną Kommando Cyber und Informationsraum (KdoCIR). To nowe dowództwo do 2021 r. będzie liczyło aż 13,5 tys. żołnierzy i cywilów. Ma mieć dwa centra operacyjne – wojskowe oraz cywilne. Już dziś w jego skład wchodzi prawie 300 osób.
W cyberarmię inwestuje też Wielka Brytania. Tamtejsze ministerstwo obrony zapowiedziało, że na program Cyber Vulnerability Investigations wyda 265 mln funtów, z czego ok. 40 mln na samo Cyber Security Operations Centre, czyli centrum dowodzenia działaniami cybernetycznymi. – Polskie 2 mld zł na tym tle wyglądają naprawdę okazale. Ale pamiętajmy, że mamy o wiele więcej do zrobienia od podstaw. W krajach zachodnich inwestycje w cyfrowe kompetencje w wojsku były podejmowane już od wielu lat – mówi nam szef jednej z państwowych instytucji.