Krzysztof Brejza w interpelacji do premiera Mateusza Morawieckiego poprosił o wyjaśnienia dotyczące nagród dla ministrów. Polityk PO zapytał m.in., kto podjął oraz w jaki sposób uzasadnił decyzję w sprawie przyznania nagrody premier Beacie Szydło.
- odpisał posłowi szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.
Bum❗️
— Krzysztof Brejza (@KrzysztofBrejza) 26 lutego 2018
➡️decyzję o wypłacie 65tys.zł. "nagrody" dla Beaty Szydło podjęła Beata Szydło😂
➡️nie ma ŻADNYCH uzasadnień dla każdej "nagrody", wygląda na to, że 5mln.zł. pseudonagród dla polityków #PiS wypłacono na tzw.gębę 🤦♂️#DrugiePensjePiS#OddajcieKasę‼️ pic.twitter.com/MtRFwz6x4N
Po tym, jak Brejza udostępnił oficjalne pismo od Dworczyka na swoim profilu, na Twitterze zawrzało.
Tomasz Lis skomentował informację w swoim stylu:
Pani Szydło przyznała nagrodę - 65 tysięcy złotych - pani Szydło. To ważny krok ludzkości w walce z fałszywą skromkoscią.
— Tomasz Lis (@lis_tomasz) 27 lutego 2018
W podobnym tonie sprawę oceniła dziennikarka "Newsweeka" Renata Grochal:
Beata Szydło postanowiła zrekompensować Beacie Szydło upokorzenia, jakich doznała podczas dwuletnich rządów PiS (27:1), więc przyznała jej 65 tys. zł. premii
— Renata Grochal (@renatagrochal) 27 lutego 2018
Roman Giertych dowcipkował za to:
Jak się sam nie docenisz, to nikt tego nie zrobi.😀 https://t.co/NBFGXARDVm
— Roman Giertych (@GiertychRoman) 27 lutego 2018
Sprawę na gorąco komentowali także politycy opozycji obecni w Sejmie. - - oceniali posłowie Platformy Obywatelskiej. I przypominali, że premier Szydło w swoim expose mówiła o „pokorze, pracy, umiarze”.
- – mówił z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz. Prezes PSL zauważył przy tym przytomnie, że jeśli premier w Polsce uważa, że zasługuje na nagrodę, to musi wystąpić z pismem do samego siebie, co stanowi dość absurdalną konstrukcję. Zdaniem Kamysza być może należałoby to ustawowo zmienić, tak żeby na przykład to Marszałek Sejmu mógł przyznawać nagrody premierowi.
Problemu nie widzą natomiast posłowie PiS, wypowiadający się głównie w tonie, że skoro premier przyznała sobie nagrodę, to widocznie zasłużyła. Pytana przez dziennikarzy w Sejmie o informacje przekazane przez polityka Platformy rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska podkreśliła, że proces "jest transparentny" i zasugerowała, by kierować pytania w tej sprawie do osób, "które takie nagrody otrzymały". - - zaznaczyła Kopcińska.
Dopytywana, czy miałaby pokusę, żeby sama sobie przyznać nagrodę finansową, rzeczniczka rządu odpowiedziała, że nie o jej odczucia chodzi. - - przekonywała.
Na uwagę jednej z dziennikarek, że w poprzedniej kadencji poziom nagród był 6-7-krotnie niższy, a nagrody za 2017 r. dostali m.in. ci ministrowie, którzy odeszli z rządu po przeprowadzonej w styczniu rekonstrukcji, Kopcińska odwołała się m.in. do osiąganych przez Polskę wyników gospodarczych, stanu budżetu oraz wprowadzanych rozwiązań dot. wsparcia przedsiębiorców.
- - dodała rzeczniczka rządu.
Zastrzegła, że rząd Morawieckiego "w nowym składzie pracuje tak naprawdę od niedawna". - - mówiła Kopcińska.
- - powiedziała rzeczniczka rządu.
Łącznie w ubiegłym roku na premie dla członków rządu i ekipy kancelarii Beaty Szydło wydano ponad dwa miliony złotych. Rekordzistą był Mariusz Błaszczak, którego premia wyniosła aż 82,1 tys zł. Nieco mniej, bo po 75,1 tys. zł nagrody, premier Szydło przyznała ówczesnemu ministrowi rozwoju Mateuszowi Morawieckiemu oraz minister edukacji Annie Zalewskiej. Po 72 tysiące otrzymali Piotr Gliński, Witold Bańka, Anna Streżyńska, Witold Waszczykowski i Zbigniew Ziobro.
Najniższa premia dla osoby w randze ministra wyniosła nieco ponad 65 tysięcy zł. Taką sumę zainkasowała m.in. Beata Kempa, Konstanty Radziwiłł, Jarosław Gowin oraz sama Beata Szydło.