Dziennik Gazeta Prawana logo

Afera wokół ustawy antyprzemocowej eskaluje. Sasin mówi o błędzie Rafalskiej i... sam zostaje obwiniony

2 stycznia 2019, 20:54
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Przemoc domowa
Przemoc domowa/Shutterstock
Koniec z automatycznym zakładaniem "Niebieskiej Karty" i przemoc rozumiana jako "powtarzające się bicie", a nie jednorazowy akt agresji. To były nowe założenia ustawy, której wnioskodawcą jest minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. Były, bo w sprawie interweniował premier.

"Przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości, a polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary. Podjąłem decyzję, że projekt ustawy wróci do wnioskodawców w celu wyeliminowania wszystkich wątpliwych zapisów" - napisał Mateusz Morawiecki na Twitterze.

Przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości, a polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary. Podjąłem decyzję, że projekt ustawy wróci do wnioskodawców w celu wyeliminowania wszystkich wątpliwych zapisów.

Mateusz Morawiecki (@MorawieckiM) January 2, 2019

Jaki wpływ na ruch premiera miały słowa krytyki, które padły pod adresem projektu ustawy? I czy tego rodzaju zamieszanie jest potrzebne partii rządzącej w roku wyborczym? Odpowiedzi na te pytania można się jedynie domyślać.

"Każdy akt przemocy domowej - ten "jednorazowy", i ten powtarzający się - musi być traktowany stanowczo i jednoznacznie. Ofiary są często zastraszane, dlatego Niebieska Karta ma bronić praw osoby, której dotknęła krzywda. Ofiary przemocy muszą czuć, że państwo stoi po ich stronie" - przekonywał dalej szef rządu.

Projekt przygotowany przez resort rodziny został w środę około południa usunięty ze strony Rządowego Centrum Legislacji.

Nie zagrzał tam długo czasu. Bo na rządowych stronach pojawił się ostatniego dnia starego roku. W projekcie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, poza zmianą samego tytułu dokumentu, z "przemocy w rodzinie" na "o przeciwdziałaniu przemocy domowej", największe kontrowersje budziły dwie zawarte w nim propozycje.

Po pierwsze - definicji ofiary przemocy. "Jeśli ustawa wejdzie w życie, przemocą nie będzie już jednorazowe, a jedynie "powtarzające się" pobicie" - informowała Gazeta.pl.

"Zmiana definicji przemocy polegałaby na tym, że osoba, która doznałaby nawet dotkliwego, ale jednorazowego pobicia, nie byłaby już uważana za osobę doznającą przemocy domowej" - pisał dziennik.

Kontrowersyjna była również kwestia tzw. "Niebieskiej Karty". Dziś nie jest potrzebna zgoda ofiary do jej założenia. "Podejmowanie interwencji w środowisku wobec rodziny dotkniętej przemocą odbywa się w oparciu o procedurę "Niebieskiej Karty" i nie wymaga zgody osoby dotkniętej przemocą w rodzinie" - głosi aktualny przepis.

Zgodnie z ministerialną zmianą brzmiałby następująco: "Wszczęcie procedury "Niebieskiej Karty" może nastąpić bez zgody osoby doznającej przemocy domowej pod warunkiem, że grupa diagnostyczno-pomocowa w trakcie realizacji tej procedury uzyska pisemną zgodę tej osoby. W razie nieuzyskania zgody następuje zakończenie procedury "Niebieskiej Karty".

Oznaczałoby to koniec automatycznego wprowadzania tej procedury opracowanej wspólnie przez Komendę Główną Policji oraz Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. "Niebieska Karta" była dotąd wypełniana podczas interwencji dotyczącej przemocy domowej i, jeśli ofiara decydowała się wystąpić na drogę sądową, stanowiła ważny dowód przeciwko jej oprawcy. Co więcej dom, w którym mieszkały osoby objęte "Niebieską Kartą", był objęty specjalnym nadzorem policji, która przynajmniej raz w miesiącu monitorowała sytuację w danej rodzinie.

Ważnym rozwiązaniem było również to, że z przekazanych policji informacji ofiara nie mogła się wycofać. To, z kolei, rozwiązanie chroniło kobiety, które zastraszane gotowe były wycofać zeznania.

Prace MRPiPS nad ustawą trwały od lipca 2017 r. Projekt miał być skierowany w trzy miejsca: do uzgodnień, do konsultacji publicznych (m.in. w Radzie Dialogu Społecznego, Zespole Monitorującym ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, Centrum Praw Kobiet czy Amnesty International), a także do zaopiniowania (m.in. Konfederacji „Lewiatan”, Związkowi Pracodawców Business Centre Club czy Pracodawcom Rzeczpospolitej Polskiej). Decyzją premiera Morawieckiego wrócił teraz do wnioskodawców.

- - oświadczyła rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. Osobą odpowiedzialną za projekt była wiceszefowa MRPiPS Elżbieta Bojanowska.

Schetyna: Władza chce budować państwo przyjazne dla damskich bokserów

"Co z tego, że premier Morawiecki usiłuje zgasić pożar i chce zmian w skandalicznym projekcie ustawy antyprzemocowej? Zobaczyliśmy prawdziwą twarz władzy, która chce budować państwo przyjazne dla damskich bokserów i przemocy w rodzinie. Trzeba powstrzymać to szaleństwo" - napisał w środę lider PO Grzegorz Schetyna.

Co z tego, że premier Morawiecki usiłuje zgasić pożar i chce zmian w skandalicznym projekcie ustawy antyprzemocowej? Zobaczyliśmy prawdziwą twarz władzy, która chce budować państwo przyjazne dla damskich bokserów i przemocy w rodzinie. Trzeba powstrzymać to szaleństwo.

Grzegorz Schetyna (@SchetynadlaPO) 2 January 2019

Z kolei szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer przypomniała w swoim wpisie, że wnioskodawcą proponowanych zmian było Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

"Teraz się w PiS z tego wycofali, ale jaką mamy pewność, że nie wrócą do tych ustaw po wyborach? To był projekt rządowy @MRPiPS_GOV_PL, ktoś za takie pomysły powinien zostać zdymisjonowany! Albo w wyborach 2019 lepiej zdymisjonujmy całe PiS!" - oświadczyła Lubnauer.

Teraz się w PIS z tego wycofali, ale jaką mamy pewność, że nie wrócą do tych ustaw po wyborach?
To był projekt rządowy @MRPiPS_GOV_PL , ktoś za takie pomysły powinien zostać zdymisjonowany!
Albo w wyborach 2019 lepiej zdymisjonujmy całe PIS! pic.twitter.com/YPe0uND3Fp

Katarzyna Lubnauer (@KLubnauer) 2 January 2019

Do sprawy również na Twitterze odniósł się prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (PO). "Procesu legislacyjnego nie zatrzymuje się tweetem, nawet jeśli publikuje go szef rządu. I nawet 2 tweety premiera nie przykryją tego, że na zapleczu rządu pojawiają się skrajnie szkodliwe pomysły osłabiające ochronę ofiar przemocy domowej" - napisał.

Procesu legislacyjnego nie zatrzymuje się tweetem, nawet jeśli publikuje go szef rządu. I nawet 2 tweety premiera nie przykryją tego, że na zapleczu rządu pojawiają się skrajnie szkodliwe pomysły osłabiające ochronę ofiar przemocy domowej. https://t.co/qZR1aqoSqA

Rafał Trzaskowski (@trzaskowski_) 2 January 2019

Sasin: Umieszczenie projektu dot. przemocy domowej w BIP to błąd ministerstwa rodziny

Jacek Sasin pytany w Polsat News, kto jest odpowiedzialny za to, że projekt pojawił się w Biuletynie Informacji Publicznej, odparł, że "Ministerstwo rodziny, które rzeczywiście przysłało ten projekt do konsultacji międzyresortowych, co oznacza automatyczne podanie go do publicznej wiadomości". - - zaznaczył.

Szef KSRM zapowiedział ponadto, że KPRM podejmie działania, aby podobne sytuacje nie zdarzały się w przyszłości. - - mówił.

Jak podkreślił, projekt dot. przemocy domowej "nie wypełniał priorytetów" rządu Prawa i Sprawiedliwości - "czyli bezwzględnej ochrony ofiar przestępstw". Zaznaczył, że projekt ten nie został skierowany "do uchwalenia", a także nie był traktowano "jako gotowy".

Sasin pytany, czy w efekcie tej sytuacji stanowisko straci szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska, odparł:.

Poinformował, że premier Mateusz Morawiecki w środę rozmawiał na temat projektu z minister Rafalską. - - ocenił. Według niego, szefowa MRPiPS wyjaśni, kto odpowiada za kontrowersyjne zapisy, jakie znalazły się w projekcie.

Sasin zapewnił ponadto, że "nie było żadnych możliwości", aby projekt został uchwalony przez rząd, ponieważ - jak powiedział - na etapie konsultacji - "i tak uległyby zmianie".

Rzecznik PO Jan Grabiec zwrócił w rozmowie uwagę na doniesienia o tym, że w pracach nad projektem udział brało stowarzyszenie Ordo Iuris. Według Sasina, takie informacje to "fake newsy".

- - skomentował z kolei całe zamieszanie eurodeputowany Janusz Zemke w programie "Fakty po Faktach" w TVN24.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Media/PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj