"Przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości, a polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary. Podjąłem decyzję, że projekt ustawy wróci do wnioskodawców w celu wyeliminowania wszystkich wątpliwych zapisów" - napisał Mateusz Morawiecki na Twitterze.

Jaki wpływ na ruch premiera miały słowa krytyki, które padły pod adresem projektu ustawy? I czy tego rodzaju zamieszanie jest potrzebne partii rządzącej w roku wyborczym? Odpowiedzi na te pytania można się jedynie domyślać.

"Każdy akt przemocy domowej - ten "jednorazowy", i ten powtarzający się - musi być traktowany stanowczo i jednoznacznie. Ofiary są często zastraszane, dlatego Niebieska Karta ma bronić praw osoby, której dotknęła krzywda. Ofiary przemocy muszą czuć, że państwo stoi po ich stronie" - przekonywał dalej szef rządu.

Projekt przygotowany przez resort rodziny został w środę około południa usunięty ze strony Rządowego Centrum Legislacji.

Nie zagrzał tam długo czasu. Bo na rządowych stronach pojawił się ostatniego dnia starego roku. W projekcie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, poza zmianą samego tytułu dokumentu, z "przemocy w rodzinie" na "o przeciwdziałaniu przemocy domowej", największe kontrowersje budziły dwie zawarte w nim propozycje.

Po pierwsze - definicji ofiary przemocy. "Jeśli ustawa wejdzie w życie, przemocą nie będzie już jednorazowe, a jedynie "powtarzające się" pobicie" - informowała Gazeta.pl.

"Zmiana definicji przemocy polegałaby na tym, że osoba, która doznałaby nawet dotkliwego, ale jednorazowego pobicia, nie byłaby już uważana za osobę doznającą przemocy domowej" - pisał dziennik.

Kontrowersyjna była również kwestia tzw. "Niebieskiej Karty". Dziś nie jest potrzebna zgoda ofiary do jej założenia. "Podejmowanie interwencji w środowisku wobec rodziny dotkniętej przemocą odbywa się w oparciu o procedurę "Niebieskiej Karty" i nie wymaga zgody osoby dotkniętej przemocą w rodzinie" - głosi aktualny przepis.

Zgodnie z ministerialną zmianą brzmiałby następująco: "Wszczęcie procedury "Niebieskiej Karty" może nastąpić bez zgody osoby doznającej przemocy domowej pod warunkiem, że grupa diagnostyczno-pomocowa w trakcie realizacji tej procedury uzyska pisemną zgodę tej osoby. W razie nieuzyskania zgody następuje zakończenie procedury "Niebieskiej Karty".

Oznaczałoby to koniec automatycznego wprowadzania tej procedury opracowanej wspólnie przez Komendę Główną Policji oraz Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. "Niebieska Karta" była dotąd wypełniana podczas interwencji dotyczącej przemocy domowej i, jeśli ofiara decydowała się wystąpić na drogę sądową, stanowiła ważny dowód przeciwko jej oprawcy. Co więcej dom, w którym mieszkały osoby objęte "Niebieską Kartą", był objęty specjalnym nadzorem policji, która przynajmniej raz w miesiącu monitorowała sytuację w danej rodzinie.

Ważnym rozwiązaniem było również to, że z przekazanych policji informacji ofiara nie mogła się wycofać. To, z kolei, rozwiązanie chroniło kobiety, które zastraszane gotowe były wycofać zeznania.

Prace MRPiPS nad ustawą trwały od lipca 2017 r. Projekt miał być skierowany w trzy miejsca: do uzgodnień, do konsultacji publicznych (m.in. w Radzie Dialogu Społecznego, Zespole Monitorującym ds. Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, Centrum Praw Kobiet czy Amnesty International), a także do zaopiniowania (m.in. Konfederacji „Lewiatan”, Związkowi Pracodawców Business Centre Club czy Pracodawcom Rzeczpospolitej Polskiej). Decyzją premiera Morawieckiego wrócił teraz do wnioskodawców.

- Regulacje ustawowe ograniczające zjawisko przemocy muszą być jasne, przejrzyste i nie mogą budzić żadnych wątpliwości interpretacyjnych. Premier Mateusz Morawiecki poprosił minister Elżbietę Rafalską o ponowne przeanalizowanie treści projektowanych zmian i wyeliminowanie zapisów, które mogłyby w jakikolwiek sposób negatywnie wpływać na sytuację ofiar przemocy domowej - oświadczyła rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska. Osobą odpowiedzialną za projekt była wiceszefowa MRPiPS Elżbieta Bojanowska.

Schetyna: Władza chce budować państwo przyjazne dla damskich bokserów

"Co z tego, że premier Morawiecki usiłuje zgasić pożar i chce zmian w skandalicznym projekcie ustawy antyprzemocowej? Zobaczyliśmy prawdziwą twarz władzy, która chce budować państwo przyjazne dla damskich bokserów i przemocy w rodzinie. Trzeba powstrzymać to szaleństwo" - napisał w środę lider PO Grzegorz Schetyna.

Z kolei szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer przypomniała w swoim wpisie, że wnioskodawcą proponowanych zmian było Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

"Teraz się w PiS z tego wycofali, ale jaką mamy pewność, że nie wrócą do tych ustaw po wyborach? To był projekt rządowy @MRPiPS_GOV_PL, ktoś za takie pomysły powinien zostać zdymisjonowany! Albo w wyborach 2019 lepiej zdymisjonujmy całe PiS!" - oświadczyła Lubnauer.

Do sprawy również na Twitterze odniósł się prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (PO). "Procesu legislacyjnego nie zatrzymuje się tweetem, nawet jeśli publikuje go szef rządu. I nawet 2 tweety premiera nie przykryją tego, że na zapleczu rządu pojawiają się skrajnie szkodliwe pomysły osłabiające ochronę ofiar przemocy domowej" - napisał.

Sasin: Umieszczenie projektu dot. przemocy domowej w BIP to błąd ministerstwa rodziny

Jacek Sasin pytany w Polsat News, kto jest odpowiedzialny za to, że projekt pojawił się w Biuletynie Informacji Publicznej, odparł, że "Ministerstwo rodziny, które rzeczywiście przysłało ten projekt do konsultacji międzyresortowych, co oznacza automatyczne podanie go do publicznej wiadomości". - To był błąd ministerstwa rodziny - zaznaczył.

Szef KSRM zapowiedział ponadto, że KPRM podejmie działania, aby podobne sytuacje nie zdarzały się w przyszłości. - Wzmocnimy procedury procesu legislacyjnego (...) Każdy projekt będzie musiał trafić do oceny w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Będziemy też apelować do ministrów, żeby również dużo bardziej uważnie sprawdzać projekty - mówił.

Jak podkreślił, projekt dot. przemocy domowej "nie wypełniał priorytetów" rządu Prawa i Sprawiedliwości - "czyli bezwzględnej ochrony ofiar przestępstw". Zaznaczył, że projekt ten nie został skierowany "do uchwalenia", a także nie był traktowano "jako gotowy".

Sasin pytany, czy w efekcie tej sytuacji stanowisko straci szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska, odparł: Nie przesadzajmy. To też nie może być tak, że nawet jeśli ktoś popełni jeden błąd, który zresztą nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji, to zaraz trzeba dymisjonować ministra.

Poinformował, że premier Mateusz Morawiecki w środę rozmawiał na temat projektu z minister Rafalską. - Myślę, że pani mister zrozumiała, że wysłanie tego projektu w takim kształcie do konsultacji nie było dobrą decyzją - ocenił. Według niego, szefowa MRPiPS wyjaśni, kto odpowiada za kontrowersyjne zapisy, jakie znalazły się w projekcie.

Sasin zapewnił ponadto, że "nie było żadnych możliwości", aby projekt został uchwalony przez rząd, ponieważ - jak powiedział - na etapie konsultacji - "i tak uległyby zmianie".

Rzecznik PO Jan Grabiec zwrócił w rozmowie uwagę na doniesienia o tym, że w pracach nad projektem udział brało stowarzyszenie Ordo Iuris. Według Sasina, takie informacje to "fake newsy".

- Z tego co pamiętam, zanim projekt ustawy wszedł do Sejmu, był omawiany szczegółowo na tzw. komitecie stałym. To pan Sasin kieruje komitetem stałym, spytałbym się go, co się stało, że on taki projekt ustawy parafował. Gigantyczny kłopot z koordynacją w rządzie - skomentował z kolei całe zamieszanie eurodeputowany Janusz Zemke w programie "Fakty po Faktach" w TVN24.