Wymianę korespondencji Lecha Kaczyńskiego z generałem odnaleźli w archiwum Kiszczaka w USA dziennikarze „Rzeczpospolitej” i „Polskiego Radia”.
"Proszę przyjąć serdeczne życzenia z okazji wyboru na prezydenta Warszawy. Szperając w szufladach, znalazłem trochę zdjęć z rozmów w Magdalence, które utorowały drogę do Okrągłego Stołu, do przemian ustrojowych w Polsce. Pozwalam sobie je panu przekazać. Niechaj klimat tych spotkań i obrad towarzyszy panu w Jego dalszej służbie Ojczyźnie" – napisał Kiszczak.
Ówczesny prezydent stolicy odpowiedź wysłał po miesiącu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. "Z przyjemnością przyjąłem Pański miły gest, jakim było przesłanie fotografii z Magdalenki. Oprócz ważnej dla mnie wartości osobistej mają one też niewątpliwie wartość historyczną. Tym bardziej doceniam znaczenie Pańskiego gestu" – podkreślał Lech Kaczyński. I załączał świąteczne życzenia.
Gen. #Kiszczak uwielbiał listy pisać. Nie tylko do @PresidentWalesa. Pisał też do... L. #Kaczynski.ego. Ot, niespodzianka. Do kogo słał jeszcze listy, a kto składał mu hołdy? Już wkrótce w @rzeczpospolita i @PR24_pl. @WiktorSwietlik @Cenckiewicz #KiszczakPapers #InstitutionHoover pic.twitter.com/ibz8A36Dog
— Tomasz Krzyżak (@TKrzyzak) January 2, 2019
Wdowa po Kiszczaku, którą cytuje portal Wp.pl, przyznaje, że jej męża i Lecha Kaczyńskiego różniły poglądy polityczne, ale utrzymywali kontakt.
- – mówi Maria Kiszczak.
Wdowa podkreśla, że listy zostały jej ukradzione. – – mówi.