Najpierw szefowa resortu finansów dystansowała się od kosztownych obietnic, ale ostatecznie wpisała je w plany wydatkowe i znalazła dla nich finansowanie. Przy okazji jednak ministerstwo do przygotowywanego właśnie programu konwergencji wpisało kilka kontrowersyjnych pomysłów, które stają się politycznym problemem dla PiS. Istotnie zmodyfikowane zostały podatkowe obietnice prezesa Jarosława Kaczyńskiego, wróciła likwidacja 30-krotności, która nie podoba się przedsiębiorcom, są podwyżki akcyzy i test przedsiębiorcy.

Dodatkowo MF mocno wyśrubowało wyniki sektora finansów publicznych i na przyszły rok zakłada nadwyżkę w wysokości 0,2 proc. PKB, a to oznacza, że może wzrosnąć presja na podwyżki dla nauczycieli i innych grup społecznych. W otoczeniu szefa rządu słychać, że część planu z ministerialnego dokumentu będzie musiała ulec weryfikacji, a część – wylądować w koszu.

Obietnice wyborcze PiS zostały zmienione. Mówi się, że trzeba przywrócić ich pierwotny kształt

Wydawało się, że minister finansów Teresa Czerwińska przestała się już dystansować od obietnic wyborczych PiS i podjęła wysiłek, aby zmieścić je w planie wydatkowym państwa. Dowodem, że reguła wydatkowa wytrzyma ich spełnienie, miała być opublikowana we wtorek aktualizacja programu konwergencji. To dokument tworzony przez Ministerstwo Finansów, który co roku w kwietniu wysyłamy do Brukseli, aby pokazać stan finansów publicznych.

Nasi informatorzy zwracają uwagę, że tegoroczna wersja, chociaż zawiera piątkę Kaczyńskiego, różni się od pierwotnych zapowiedzi prezesa PiS. Zgodnie z obietnicą niższa 17-proc. stawka PIT miała zastąpić obecną 18-proc., a nie dotyczyć dochodów niższych niż 42,7 tys. zł rocznie. Zerowy PIT dla młodych miał obejmować dochody do obecnego pierwszego progu, czyli 85,5 tys. – Jest tam trochę samowolki minister Czerwińskiej, bo nie było mowy o żadnym nowym progu podatkowym – mówi osoba z otoczenia premiera. I dodaje, że koszty uzyskania przychodu miały wzrosnąć dwa razy, a nie dwa i pół. Do tego MF zapowiedziało, że z trzech propozycji dwie wejdą w życie w przyszłym roku, a tylko jedna – "zero PIT" – w bieżącym. Otoczenie premiera podkreśla, że będzie się starało przeprowadzić zmiany zgodne z wcześniejszymi założeniami.

Wszystkie plany z programu konwergencji, który będzie przyjmowany oficjalnie przez rząd, były uzgadniane – twierdzi nasz rozmówca z MF. Jego zdaniem obecny dystans do nich ze strony otoczenia szefa rządu może być wynikiem uzmysłowienia sobie, że część planów jest kłopotliwa politycznie, a opozycja już punktuje PiS za podwyżki podatków. Oficjalnie MF poinformował nas, że zmiany podatkowe zostały skalibrowane z uwzględnieniem m.in. "uwarunkowań związanych ze szczelnością systemu podatkowego oraz możliwościami budżetowymi".

Resort podkreśla, że plan konwergencji składa się z propozycji różnych ministerstw. Udało nam się ustalić, że Morawiecki miał duży udział w jego powstaniu. Spotkania z urzędnikami MF w tej sprawie odbywały się w KPRM także wtedy, gdy minister finansów była na zwolnieniu lekarskim. Otoczenie premiera było jednak zaskoczone tempem publikacji dokumentu. Część urzędników KPRM dowiedziała się o jego treści z mediów. Usłyszeliśmy też, że niektóre propozycje mają małe szanse na wejście w życie.

Pierwszy jawny spór to plany wprowadzenia testu przedsiębiorcy. MF zapowiada jego start w 2020 r., co ma dać budżetowi ponad 1,2 mld zł. Test ma odsiewać fikcyjne działalności gospodarcze od tych prawdziwych. Pomysł budzi duży opór Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Jego szefowa Jadwiga Emilewicz w rozmowie z Tok FM podkreślała, że MPiT nie identyfikuje się z tym pomysłem. – Od planu konwergencji do ustawy budżetowej jest jeszcze co najmniej kilka miesięcy i będziemy o tym z minister Czerwińską rozmawiać – mówiła. W MF usłyszeliśmy, że Emilewicz nie protestowała, kiedy test był wpisywany do dokumentu przygotowywanego przez MF.

Problemem w roku wyborczym jest też podwyżka akcyzy na papierosy i alkohol, zwłaszcza że daje relatywnie niewielkie wpływy do budżetu – nieco ponad 1 mld zł.

Podobnie krytycznie przyjęto projekt zniesienia limitu składek na ZUS, czyli 30-krotności. Dla sektora finansów publicznych to ponad 5 mld zł ekstrawpływów, ale i duże obciążenie systemu ubezpieczeń w przyszłości. On też znalazł się w dokumencie MF, choć – jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy – rozwiązanie nie budzi entuzjazmu w samym ZUS. Przy pierwszej próbie jego zniesienia ostro protestowali też przedsiębiorcy, wskazując, że zwiększa im to koszty pracy. I tu do gry znów wkracza MPiT, które już wtedy opowiadało się za przedłużeniem stosowania 30-krotności. – Może Czerwińska dostała na te plany zgodę od samego prezesa Kaczyńskiego – podkreśla nasze źródło z MF.

Program konwergencji pokazuje niską ścieżkę deficytu. W 2020 r. ma się nawet pojawić 0,2 proc. PKB nadwyżki (dzięki zaksięgowaniu w budżecie ponad 19 mld zł z opłaty przekształceniowej OFE), ale w kolejnych latach deficyt też ma być niski – w 2021 r. 0,3 proc., a rok później 0,6 proc. – Pokazywanie nadwyżki to sygnał dla nauczycieli i innych grup społecznych, że pieniądze są, a brak ich wypłaty to de facto brak woli politycznej – twierdzi nasz rozmówca.

W samym programie znalazła się też wzmianka o ustawie zakładającej wzrost wydatków na zdrowie do 6 proc. PKB w 2024 r. Jednocześnie jednak jest tam zapis o konieczności "przesunięcia w czasie ścieżek wydatków zdeterminowanych w niektórych ustawach sektorowych (sztywno powiązanych z parametrami makroekonomicznymi)". To może być odczytywane jako przymiarka do przyblokowania wydatków na zdrowie, armię czy naukę, które są powiązane z PKB. Niejasny zapis może być rodzajem furtki do decyzji, które będą podejmowane jesienią przy okazji prac nad budżetem na 2020 r. – Nie będzie zgody na takie zmiany. To kwestia umowy społecznej – mówi nasz rozmówca z rządu. Z kolei od osoby zbliżonej do MF usłyszeliśmy, że nie ma intencji takich obniżek, ale chodzi o to, by nie naruszyć reguły wydatkowej.