Koalicja Obywatelska, Lewica i PSL-Kukiz’15 - choć startują osobno do Sejmu, porozumiały się co do wystawienia wspólnych kandydatów do Senatu.- ocenia socjolog polityki Jarosław Flis. - zwraca uwagę ekspert.
O mandat senatorski ubiegać się będzie najpewniej Krzysztof Kwiatkowski. Były już szef NIK złożył wczoraj rezygnację. Do Senatu ma startować też szef sztabu PO-KO Krzysztof Brejza.
To, co jednak rzuca się w oczy, to brak znanych samorządowych nazwisk. Brakowało ich już zresztą na listach do Sejmu. Z reguły na kandydowanie decydują się radni, starostowie czy byli włodarze. I tak np. na listach KO do Sejmu znaleźli się były marszałek woj. śląskiego Wojciech Saługa czy radna sejmiku wielkopolskiego Joanna Jaśkowiak. Z list PSL i Kukiz’15 też wystartują radni i starostowie.
Najbardziej znani samorządowcy, którzy zgodnie z pierwotną koncepcją mieli stanowić lokomotywy list wyborczych opozycji, nie zdecydowali się na start. Dotyczy to także prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, który jest w sztabie wyborczym KO i jeszcze niedawno sam sugerował, że może wystartować do Senatu.
- mówi nam prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, który zdecydował się startować do izby wyższej z własnego komitetu (i, jak liczy, z poparciem opozycji).
Co się stało, że zamiast szumnie zapowiadanego zrywu wyborczego samorządowców mamy tylko jego namiastkę? Z naszych rozmów wynika, że zdecydowało kilka czynników.
Chodzi m.in. o nowelizację kodeksu wyborczego ze stycznia tego roku. Zgodnie z nią wygaśnięcie mandatu wójta (burmistrza, prezydenta miasta) następuje wskutek wyboru na posła na Sejm, senatora albo europosła. Wielu samorządowców do momentu, w którym musieli już podjąć decyzję, nie zdawało sobie sprawy z nowych przepisów. Tak więc jeśli samorządowiec wystartuje w wyborach parlamentarnych i zdobędzie mandat np. w Sejmie, automatycznie straci fotel wójta. Wcześniej mógł startować do Sejmu i jeszcze po wyborach zdecydować, czy chce mandat poselski przyjąć, czy nie. Dziś taki wariant nie jest już możliwy.
- przekonuje Wadim Tyszkiewicz. Z naszych informacji wynika, że te nowe zasady wyborcze miały istotny wpływ na decyzję prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca o rezygnacji ze startu z list KO. Oficjalnie prezydent mówi, że do rezygnacji namówili go m.in. mieszkańcy.
Kolejny powód to strach przed ewentualną zmianą władzy po ich odejściu do Warszawy. - mówi Krzysztof Iwaniuk ze Związku Gmin Wiejskich RP (ZGWRP). Dlaczego więc prezydent Wadim Tyszkiewicz zdecydował się na start? –- zastanawia się. Czasami start samorządowców miał być blokowany przez "partyjne góry". - twierdzi jeden z naszych rozmówców.
Wreszcie była kwestia indywidualnych ambicji. – dopytuje Krzysztof Iwaniuk i wskazuje, że nadzieje co do poziomu zaangażowania samorządowców były „zbyt wielkie”. - dodaje.