Nowy minister finansów zgodził się na upublicznienie swojego sprawozdania majątkowego. Dokumenty nie zostały jeszcze opublikowane, ale – jak pisaliśmy w poniedziałkowym wydaniu DGP – minister zgromadził spory majątek, w tym akcje spółek notowanych na GPW. W tej sytuacji nasuwa się pytanie o potencjalny konflikt interesów, bo funkcja szefa resortu finansów, a także miejsce w Komitecie Stabilności Finansowej, oznaczają realny wpływ na środowisko funkcjonowania spółek giełdowych.
Bez konfliktu?
Przepisy nie zabraniają kierownictwu Ministerstwa Finansów posiadania ani aktywnego zarządzania swoim portfelem. Profesor Robert Gwiazdowski podkreśla, że już wiele lat temu wskazywał, że to powinno być zmienione. Jego zdaniem obecnie w ogóle nie ma przepisów regulujących konflikt interesów w tym zakresie, a takie powinny być.
mówi Gwiazdowski.
Marcin Zieliński, ekonomista, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju, podkreśla, że już teraz część domów maklerskich posiada usługę, z której korzysta część polityków.
– mówi Zieliński.
Jeden z wiceministrów finansów, z którym udało nam się porozmawiać, podkreśla, że kilka lat temu on sam skorzystał z tego typu rozwiązania, jeszcze przed przyjęciem oficjalnej nominacji. Decyzja jednak była dobrowolną inicjatywą, nie zaś wynikającą z odgórnie narzuconych wymogów.
podsumowuje.
PO miała pomysł na zmiany
Jak pisał "Parkiet”, już w 2005 r. Platforma Obywatelska miała pomysł zrobienia porządku z przepisami dotyczącymi inwestowania w papiery wartościowe przez członków rządu, a nawet posłów. Pomysł pojawił się w czasie, w którym mówiło się o koalicji PO-PiS, ale potem umarł. PO chciała wprowadzić zakaz bezpośredniego inwestowania parlamentarzystom na giełdzie. Jeśli ktoś miałby już jednak akcje, musiałby je wówczas powierzać funduszom inwestycyjnym albo przeznaczać do ślepych portfeli. Przepisy miały być wzorowane na tych, którym podlegali członkowie zarządu GPW, a także Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Same ograniczenia miały obejmować: posłów, senatorów, członków rządu, podsekretarzy stanu, dyrektorów administracji rządowej, a nawet zastanawiano się nad objęciem nimi najwyższych włodarzy administracji samorządowej.