Warszawska centrala Samoobrony już wysłała do regionów pisma, w których partia informuje o kłopotach finansowych. Listy - jak dowiedział się dziennik.pl - były zaadresowane do wszystkich biur wojewódzkich. Dokumenty mają też dostać administratorzy regionalnych siedzib partii, czyli administracje biurowców, prywatni właściciele mieszkań i gminy. Samoobrona prosi w tych listach o skrócenie okresu wypowiedzenia wynajmowanych lokali. Prośbę uzasadnia fatalną sytuacją partii.

"Dopiero co poszły pisma o wcześniejszy okres wypowiedzenia. Wiemy, że firmy chcą mieć trzy miesiące wypowiedzenia. Ale my prosimy, by to skrócić, bo mamy kłopoty finansowe" - przyznaje w rozmowie z dziennikiem.pl główna księgowa Samoobrony Halina Sikorska.

"Na razie musieliśmy wszystkich poinformować o naszej złej sytuacji. Wszystkich informujemy uczciwie, że się kurczymy i tak trochę leżakujemy" - mówi księgowa i przypomina, że w styczniu Samoobrona dostanie jeszcze trzy miliony złotych zaległej państwowej subwencji za okres, gdy partia była jeszcze w parlamencie.

Jednak te trzy miliony to zdecydowanie za mało, by załatać dziury w kasie Samoobrony. Partia ma bowiem długi, które ciągną się za nią jeszcze z czasów kampanii z 2005 roku. To dlatego m.in. nie udało się jej wziąć kredytów na tegoroczną kampanię.

Same październikowe reklamy przedwyborcze kosztowały Samoobronę dwa miliony złotych. A musi przecież jeszcze utrzymywać ogromne struktury przez co najmniej dwa miesiące. To dlatego partia pozostawi tylko warszawską centralę z garstką zatrudnionych tam ludzi.

Tymczasem po przegranych wyborach z partii odchodzą hojni działacze. Na dodatek budżet nie zwróci Samoobronie wydatków na kampanię.