Lech Kaczyński uznał, że Radosław Sikorski nie miał żadnych poważnych powodów, by nie przyjść do Pałacu Prezydenckiego. "Jeśli minister nie jest poważnie chory, czy ktoś z jego bliskich nie jest poważnie chory, albo nie jest gdzieś daleko za granicą, to przychodzi" - tłumaczył. A o podanym przez szefa MSZ powodzie nieobecności - nieformalnym posiedzeniu Rady Ministrów - powiedział: "Nie ma czegoś takiego".

Prezydent zadeklarował, że spełni prośbę Sikorskiego i wyznaczy nowy termin spotkania. Tłumaczył, że przecież "istnieją pewne konstytucyjne obowiązki", o których trzeba rozmawiać.

Lech Kaczyński odniósł się także do słów premiera. Donald Tusk powiedział na Litwie, że chce grać z prezydentem "w jednej drużynie". "Sama chęć współpracy jest przeze mnie odbierana bardzo pozytywnie. Niektóre fragmenty budzą pewne nadzieje. Ale nie są potrzebne elementy autopromocyjne w wypowiedzi premiera Tuska" - zastrzegał.

Zaraz potem przeszedł do krytyki posunięć nowego rządu. "To nie był zbyt szczęśliwy krok w obecnej sytuacji" - mówił o zniesieniu polskiego weta w sprawie negocjacji między Rosją a OECD. Prezydent podkreślił, że ma też inny pogląd co do terminu wycofania polskich wojsk z Iraku. Rząd Tuska chce, by Polacy wrócili do kraju w przyszłym roku.

Rozbieżności są, więc prezydent nie wyklucza, że w końcu poprosi Trybunał Konstytucyjny o interwencję i o odpowiedź na pytanie, co kto może w polityce zagranicznej. Na razie - jak mówi - nie ma takiej możliwości.