Dziennik Gazeta Prawana logo

"Jak prezydent zaprasza, to minister przychodzi"

30 listopada 2007, 20:50
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
19.09.2007 Warszawa narada prezydencka nt. Emigracja Polakow po wejsciu Polski do Unii Europejskiej z udzialem prezydenta Lecha Kaczynskiego. NZ  prezydent Lech Kaczynskifot.Michal Rozbicki
19.09.2007 Warszawa narada prezydencka nt. Emigracja Polakow po wejsciu Polski do Unii Europejskiej z udzialem prezydenta Lecha Kaczynskiego. NZ prezydent Lech Kaczynskifot.Michal Rozbicki/Inne
"To są rzeczy niedopuszczalne" - tak Lech Kaczyński skomentował postawę Radosława Sikorskiego, który wczoraj nie przyszedł na umówione spotkanie z prezydentem. W wywiadzie dla TVP Kaczyński postawił sprawę jasno: "Skoro prezydent zaprasza, to minister przychodzi". Zapowiedział, że mimo to wyznaczy termin kolejnego spotkania.

Lech Kaczyński uznał, że Radosław Sikorski nie miał żadnych poważnych powodów, by nie przyjść do Pałacu Prezydenckiego. "Jeśli minister nie jest poważnie chory, czy ktoś z jego bliskich nie jest poważnie chory, albo nie jest gdzieś daleko za granicą, to przychodzi" - tłumaczył. A o podanym przez szefa MSZ powodzie nieobecności - nieformalnym posiedzeniu Rady Ministrów - powiedział: "Nie ma czegoś takiego".

Prezydent zadeklarował, że spełni prośbę Sikorskiego i wyznaczy nowy termin spotkania. Tłumaczył, że przecież "istnieją pewne konstytucyjne obowiązki", o których trzeba rozmawiać.

Lech Kaczyński odniósł się także do słów premiera. Donald Tusk powiedział na Litwie, że chce grać z prezydentem "w jednej drużynie". "Sama chęć współpracy jest przeze mnie odbierana bardzo pozytywnie. Niektóre fragmenty budzą pewne nadzieje. Ale nie są potrzebne elementy autopromocyjne w wypowiedzi premiera Tuska" - zastrzegał.

Zaraz potem przeszedł do krytyki posunięć nowego rządu. "To nie był zbyt szczęśliwy krok w obecnej sytuacji" - mówił o zniesieniu polskiego weta w sprawie negocjacji między Rosją a OECD. Prezydent podkreślił, że ma też inny pogląd co do terminu wycofania polskich wojsk z Iraku. Rząd Tuska chce, by Polacy wrócili do kraju w przyszłym roku.

Rozbieżności są, więc prezydent nie wyklucza, że w końcu poprosi Trybunał Konstytucyjny o interwencję i o odpowiedź na pytanie, co kto może w polityce zagranicznej. Na razie - jak mówi - nie ma takiej możliwości.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj