O tej sprawie było głośno tuż przed październikowymi wyborami. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" ukrytą kamerą nagrali, jak Beger negocjowała ze swoją pełnomocniczką partyjną w Szamotułach, Renatą Jankowiak. Na filmie widać, jak posłanka płaci kobiecie 240 złotych za 240 podpisów.

Jankowiak uprzedziła posłankę, że część podpisów jest "kombinowana". Były to podpisy spreparowane przez dziennikarzy - przypomina gazeta.pl. "Dobrze, dobrze" - rzuciła krótko Beger i kupiła wszystko, co dostała od Renaty Jankowiak.

Na tym jednak sprawa się nie skończyła. Bo posłance Samoobrony było mało. Stawka za podpis wzrosła więc ze złotówki do trzech złotych. "Ile pani uzbiera, od kogo, to mnie nie interesuje. Jak, to mnie gówno obchodzi" - mówi Beger na nagraniu.

"Renata Beger złamała artykuł 141 ordynacji wyborczej, który zakazuje płacenia za podpisy pod listami poparcia dla kandydatów na posłów i senatorów. I takie zarzuty będzie miała postawione" - powiedział "Gazecie Wyborczej" informator.

"W ogóle nie będę tego komentowała" - to reakcja samej Renaty Beger, która w rozmowie z dziennikarzami zapowiedziała, że jeśli dostanie wezwanie, w prokuraturze się stawi.