Ludwik Dorn powiedział, że sygnatariusze listu w sprawie obrony Lecha Wałęsy mocno się wygłupili, bo podpisali protest, chociaż nie czytali książki przygotowywanej przez IPN. Podobno w książce mają znaleźć się dokumenty świadczące o współpracy Wałęsy z SB. Nikt jednak jej nie czytał, bo nie została jeszcze wydana.
Ludwik Dorn, gość "Kropki nad i", skrytykował list otwarty przedstawicieli świata polityki, kultury i mediów, którzy apelują o obronę wizerunku i autorytetu byłego lidera "Solidarności" - czytamy na portalu tvn24.
Chodzi o książkę pisaną przez dwóch historyków Instytutu Pamięci Narodowej - Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. "Nie rozumiem skąd ta histeria i głupawka, która ogarnęła intelektualistów" - komentował Ludwik Dorn. "Dochowaliśmy się takiej elity intelektualnej, która protestuje jeszcze przed wydaniem książki. To jest polska specyfika".
Dorn dodał, że "to czy Lech Wałęsa był >Bolkiem< czy nie, nie zmieni jego roli w obaleniu komunizmu w Europie. Bilans życiowy Wałęsy, jeśli chodzi o obalenie komunizmu, jest dodatni".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|