Już wiemy, że ten marsz (11 listopada) się odbędzie. Ale ze względu na koronawirusa nie będzie miał takiego charakteru jak w poprzednich latach. (...) W naszym środowisku, jeśli chodzi o konfrontacyjną atmosferę i oczekiwanie na zwarcie, to jest najbliższy weekend, od piątku do niedzieli - mówi Bekier w rozmowie z Onetem.

Reklama

Według lidera Falangi w Warszawie ma się pojawić około 10 tys. narodowców. Ilu ludzi z tej liczby będzie przeszkolonych z taktyki walki?

To będzie spora liczba. My w Falandze regularnie prowadzimy takie szkolenia, w tym roku odbywały się kilkukrotnie. Wszystkie inne organizacje też je prowadzą i każda powołała formacje związane z tymi konkretnymi wydarzeniami, których jesteśmy świadkami. Środowisko organizatorów Marszów Niepodległości Roberta Bąkiewicza powołało Straż Narodową, ONR powołał Brygady Narodowe i tak dalej. Więc ludzi z doświadczeniem w tej materii będzie bardzo dużo - wyjaśnia Bartosz Bekier.

Wśród narodowców istnieje niepisane porozumienie, że wszelkie spory w środowisku zostają obecnie odstawione na bok, ponieważ sytuacja dojrzała do tego, że trzeba się porozumieć ponad podziałami. Podczas najbliższego weekendu będziemy wszyscy występować jako jeden podmiot - dodaje.

Według szefa Falangi istnieje duże zagrożenie, że dojdzie do fizycznej konfrontacji. - Na każdy scenariusz nikt nie jest w stanie się przygotować, ale wiem, że w ochronę miejsc ważnych dla polskiej tożsamości zaangażowane są osoby, które wcześniej odpowiadały za bezpieczeństwo Marszów Niepodległości i które szkoliły się w zakresie ochrony zgromadzeń publicznych czy przeciwdziałania panice, więc myślę, że będziemy dobrze przygotowani - stwierdza w rozmowie.