Prawo i Sprawiedliwość i rząd PiS, mam wrażenie, zupełnie nie panuje nad sytuacją. Wiedząc, że w 2016 r. - kiedy była groźba odebrania nam naszych praw, kobiety wyszły masowo na ulice w miastach, miasteczkach i na wsiach - wiedział, co się wydarzy, jeżeli Trybunał Konstytucyjny zakaże aborcji - przekonywała Zawisza na antenie Programu III Polskiego Radia.

Reklama

Ta rozprawa wielokrotnie spadała z agendy. Tym razem nie spadła. I nie spadła na czyjeś polecenie, na czyjeś żądanie - na żądanie Jarosława Kaczyńskiego - powiedziała wiceszefowa klubu Lewicy. Odniosła się do ubiegłotygodniowego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że przepis zezwalający - na mocy ustawy z 1993 r. - na aborcję w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Po ogłoszeniu wyroku przez TK rozpoczęły się protesty w całej Polsce, organizowane m.in. przez Strajk kobiet.

Zdaniem Zawiszy Jarosław Kaczyński, zdając sobie sprawę z tego, że w 2016 r. były masowe protesty, musiał przewidywać, że takie protesty się powtórzą i to ze zdwojoną siłą. Dodała, że w piątkowych manifestacjach w Warszawie uczestniczyło 100 tys. osób, ale w całej Polsce protestowało ponad milion obywateli i obywatelek, którzy nie zgadzają się z decyzjami zarówno TK, jak i Prawa i Sprawiedliwości.

Na stwierdzenie, że protestujący nie zgadzają się też z decyzją o ograniczeniu zgromadzeń do pięciu osób w związku z zaostrzeniem sytuacji epidemicznej, Zawisza wskazała, że ustawy covidowe nie zakazują zgromadzeń spontanicznych. Zgromadzenia spontaniczne wynikające z zaistniałej sytuacji, której nie dało się przewidzieć, a tutaj mamy bezpośrednio dokładnie taką - nikt nie mógł przewidzieć, że ta ustawa nie spadnie z wokandy, nikt nie mógł przewidzieć wyroku, w związku z czym są to prawdziwe zgromadzenia spontaniczne, spełniające wszystkie warunki i przesłanki zgromadzeń spontanicznych.

Zdaniem Zawiszy problemem jest, że PiS nie próbuje znaleźć rozwiązania. W dziewiątym dniu protestu pojawia się kadłubkowa ustawa, która jest naprawdę żenująca, nie rozwiązująca tego problemu, nie skonsultowana absolutnie z nikim, na której suchej nitki nie zostawiają lekarze. Jak mówiła Zawisza Jarosław Kaczyński wychodzący na mównicę, robiący filmik, który był (...) orędziem do narodu, gdzie tak naprawdę obraża protestujących i wzywa bojówki prawicowe do tego, by się z tymi protestującymi rozprawiły, to jest zaognianie sytuacji.

We wtorkowym oświadczeniu prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że ci, którzy wzywają do protestów po wyroku TK, oraz ci, którzy w nich uczestniczą, sprowadzają niebezpieczeństwo powszechne, a więc dopuszczają się poważnego przestępstwa. Wezwał członków PiS do "obrony Kościoła".

W ocenie Zawiszy to Jarosław Kaczyński oraz Prawo i Sprawiedliwość i rząd PiS odpowiadają za to, że te protesty są coraz bardziej tłumne, coraz liczniejsze. Jak mówiła, dla osób, które protestują większym zagrożeniem jest skazywanie nas na rodzenie dzieci z bezmózgowiem, z rozszczepem kręgosłupa. Pytana, czy Lewica weźmie udział w zaproponowanym przez premiera spotkaniu na temat sposobów rozwiązania sytuacji, wskazała: "nie, nie mamy takiej decyzji, będę namawiać do tego, żebyśmy nie poszli". Zastrzegła, że dostosuje się w pełni do decyzji władz klubu.

Premier Mateusz Morawiecki pytany podczas piątkowej konferencji prasowej - w kontekście trwających protestów - jakie działania zamierza podjąć w celu dialogu społecznego, przekazał, że w czwartek były próby zaproszenia przedstawicieli opozycji do takich rozmów, jednak nie zostały przyjęte. Ponawiam zaproszenie na poniedziałek, ponieważ trzeba rozmawiać. Jesteśmy gotowi rozmawiać i przedstawić propozycje kompromisowe, które będą następnie szybko ubrane w formę ustawy i temat zostanie wyjaśniony - powiedział Morawiecki.

W piątek do Sejmu wpłynął też prezydencki projekt nowelizacji przewidujący wprowadzenie nowej przesłanki umożliwiającej przerwanie ciąży; aborcja byłaby możliwa w przypadku wystąpienia tzw. wad letalnych, nie umożliwiałoby jej stwierdzenie innych wad rozwojowych.

Dotychczas obowiązujące rozwiązania zawarte w tzw. ustawie antyaborcyjnej z 1993 r. przewidują, że przerwanie ciąży może być dokonane w trzech przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety; gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (TK uznał tę przesłankę za niekonstytucyjną); gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (gwałtu, kazirodztwa). Przepis uznany przez TK za niekonstytucyjny straci moc wraz z publikacją wyroku w "Dzienniku Ustaw".