W artykule opublikowanym w poniedziałek na portalu i.pl odniósł się do historii funkcjonujących w latach 1991-2006 Wojskowych Służb Informacyjnych. Ostatni tydzień to seria medialnych zwrotów akcji wokół Tomasza L. i stopniowe wycofanie się głównych aktorów z TVN na czele ze sprawy, którą sami wywołali. Dekonspiracja płk. Wiesława Dziepaka, byłego żołnierza Zarządu II Sztabu Generalnego, oficera WSI i członka Komisji Likwidacyjnej WSI, jako konsultanta TVN24, a nawet aktywnego działacza Platformy Obywatelskiej i pracownika fundacji Stratpoints, złamała kłamliwy przekaz.

Reklama

"Radosław Sikorski zaczął powątpiewać w agenturalność Tomasza L. podczas likwidacji WSI"

Później było jeszcze ciekawiej, bo TVN24 i inne mainstreamowe media dały mi możliwość obrony przed kłamstwami, aż w końcu Radosław Sikorski w TVN24 zaczął powątpiewać w agenturalność Tomasza L. podczas likwidacji WSI, a nawet upomniał się o jego status podejrzanego w kontekście szpiegostwa na rzecz Rosji w okresie pracy w Urzędzie Stanu Cywilnego m. st. Warszawy (do 2022 r.). Sikorski wie, że jego dotychczasowa obrona, skontrowana wielokrotnie przez publikację dokumentów (są ich setki!), bazuje na niewiedzy, krótkiej pamięci społecznej i zwykłym kłamstwie. Jego działania w okresie likwidacji WSI zasługują na odrębne studium… W każdym razie dziś sprawę Tomasza L. i likwidacji WSI ciągnie kilku ludzi WSI z okolic Stratpoints, niezastąpiony Tomasz Piątek, anonimowe trolle z Twittera i szaleńcy z "Silni Razem" - czytamy.

Cenckiewicz: Wiem więcej niż mogę napisać

Cenckiewicz zadeklarował, że "nie zamierza pozwolić, by sprawa ucichła, rozmyła się, a kłamcy nie ponieśli żadnej odpowiedzialności". Wiem kogo mam przeciw sobie i zupełnie mnie to wszystko nie dziwi. Wiem więcej niż mogę napisać i więcej niż wyobraża sobie towarzystwo z WSI i ich medialni operatorzy. Od wielu lat zastanawiam się skąd bierze się korba Platformy Obywatelskiej na punkcie WSI(...) Obrona WSI (...) jest wsparciem dla środowiska tyleż postkomunistycznego, co prorosyjskiego a czasami wręcz rosyjskiego" - czytamy.

Kilka dni temu Tomasz Piątek został zapytany w "Wyborczej" o to, "kto zlikwidował polski wywiad i kontrwywiad – Polacy czy ktoś inny"? I odpowiedział jednoznacznie: "Zrobili to Rosjanie rękami Antoniego Macierewicza". Ten klarowny przekaz niepoważnego człowieka dla najbardziej zwariowanych i niemądrych ludzi (niestety wielu parlamentarzystów) oznacza, że Macierewicz, Kaczyńscy, Cenckiewicz… są "ruscy" i świadomie wprowadzili "ruskiego agenta" do likwidacji WSI, dając mu w dodatku wgląd do "wszystkich tajemnicy wywiadu i kontrwywiadu" i legendując później w Urzędzie Stanu Cywilnego Warszawy, by mógł składać puzzle archiwalne dla Rosjan - pisze Cenckiewicz.

Reklama

Tak piramidalna brednia, którą łatwo zweryfikować, tworzy zdezinformowaną rzeczywistość medialno-internetową, w której pojawi się każde kłamstwo przebrane w szaty prawdy. (...) Ciekawym wydaje się fakt, że całość operacji medialnej z ostatnich dni albo w ogóle abstrahuje od tego, czym były WSI lub zwyczajnie zakłamuje ich przeszłość. To poniekąd także zrozumiałe, bo żeby pogląd Piątka o WSI zlikwidowanych przez "Rosjan rękami Antoniego Macierewicza" przełożyć na medialną rzeczywistość, należy sfałszować historię powstałych w 1991 r. WSI, które były w dużej mierze kopią komunistycznego wywiadu i kontrwywiadu - ocenił historyk.

Jak dodał, WSI "przez długie lata pozostawały w zasadzie poza kontrolą polityczną i społeczną". I podobnie jak w czasach PRL aż do 2003 r., działalność WSI nie była uregulowana ustawowo. Gwarancję kontynuacji zapewniała przede wszystkim komunistyczna kadra oficerska, która w dużej mierze zdominowała całe WSI. Ukształtowana w PRL mentalność, międzypokoleniowe związki z ruchem komunistycznym, poczucie wojskowej odrębności i elitarności, aktywność w PZPR i jej przybudówkach, zaangażowanie w walkę z "Solidarnością", antyzachodni i prosowiecki sposób myślenia o tajnych służbach i świecie, serwilizm wobec politycznych zwierzchników, wspólnota biograficzna i zasób wiedzy ekskluzywnej składały się na specyfikę środowiska WSI - czytamy.

"Słabość kontrwywiadu zawsze wpływa na jakość pracy wywiadowczej"

Cenckiewicz napisał, że "sowiecka przeszłość" miała też znaczenie dla wiarygodności Polski wobec zachodnich sojuszników, bo "przecież absolwenci szkół sowieckich mieli wprowadzić polską armię do NATO". Słabość kontrwywiadu zawsze wpływa na jakość pracy wywiadowczej. Również z tego powodu wywiad WSI nie mógł pochwalić się większymi sukcesami. Wprawdzie od lat mówi się o konstruktywnej roli WSI w procesie integracji WP z NATO, ale są to na ogół banalne i ogólnikowe opinie pozbawione jakichkolwiek faktów, którym przeczą także dokumenty wytworzone przez WSI. (...) Kompromitacją wywiadu WSI okazał się także udział w wojnie afgańskiej po 2001 r. Chodzi o wykorzystanie w niej płk. Aleksandra Makowskiego, wieloletniego funkcjonariusza Departamentu I MSW, zasłużonego m.in. w działaniach przeciwko podziemiu +Solidarności+, w latach 80. bliskiego współpracownika wiceministra spraw wewnętrznych, gen. Władysława Pożogi - wskazał dyrektor WBH.

"Nawet dla niektórych oficerów WSI as wywiadu PRL pozostawał niewiarygodny. W 2004 r. płk Maciej Hermel określił informacje przekazywane przez Aleksandra Makowskiego mianem "powierzchownych", "zasłyszanych", "przeinaczonych lub niepełnych". Mimo to, działalność Makowskiego (bez wymieniania jego nazwiska) prezentowano kolejnym przedstawicielom najwyższych władz RP jako niezwykle zaawansowaną operację wywiadowczą wymierzoną w Al-Kaidę. W talenty płk. Makowskiego uwierzył m.in. Radosław Sikorski, który będąc ministrem obrony narodowej miał nawet zapoznać się z dokumentacją operacji "Kandahar" - czytamy.

"Poinformowanie o tym Amerykanów było kompromitacją"

Jak pisze Cenckiewicz, Sikorski "był nią na tyle zauroczony, że postanowił poinformować o wszystkim Amerykanów, w oczach których Makowski był od dłuższego czasu niewiarygodny". Wprowadzić miał też w błąd prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który tak o tym mówił: "Kolejny zarzut dotyczył pewnej tajnej informacji, którą Sikorski przedstawił mi jako olbrzymi sukces WSI, co okazało się całkowitą bzdurą. Poinformowanie o tym Amerykanów było kompromitacją"- ocenił.

Słabość aparatu zagranicznego WSI rekompensowano aktywnością wywiadu w kraju, gdzie skoncentrowana była zdecydowana większość aktywów operacyjnych służb wojskowych. Dzięki połączeniu potencjałów kontrwywiadu i wywiadu wojskowego sieć osobowych źródeł informacji WSI ulokowanych w urzędach centralnych i administracji publicznej, organizacjach społeczno-politycznych, na uczelniach, w mediach, bankach, firmach prywatnych, spółkach i przedsiębiorstwach państwowych liczyła w 1990 r. prawie 2,5 tys. osób - dodaje historyk. Jego zdaniem, "na tym właśnie polega cała prawda o WSI".

Nigdy nie były one poważną służbą wywiadowczą i kontrwywiadowczą, lecz zdolną jednak – przez swoje wewnętrzne wpływy wyniesione z PRL i pierwszej dekady III RP – do sprawnego przeprowadzenia operacji dezinformacyjnych w Polsce z użyciem manipulowanych przez siebie mediów" - ocenił dyrektor WBH w i.pl.