Absolutnie byśmy chcieli uniknąć wszelkich wojen. Polska polityka zagraniczna, szczególnie dotycząca nominacji ambasadorskich, powinna być prowadzona wspólnie z prezydentem. Rzeczywiście z informacji, które docierają z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, cały czas około sto dokumentów czeka na podpis Lecha Kaczyńskiego. Teraz to od pana prezydenta zależy, czy ambasadorzy będą mogli działać.
Publiczne wypowiadanie przez urzędnika państwowego takich słów to dyskredytowanie takiego czy innego kraju. Niezależnie od tego, jak jest duży i gdzie jest położony, współpracownik
prezydenta nie powinien ich używać w tym kontekście.
Przecież to oczywiste, że jeśli minister spraw zagranicznych zwraca się do prezydenta z dokumentem, to znaczy, że jest to część polskiej polityki zagranicznej. Nie widzimy powodów, dla
których prezydent blokuje takie decyzje.
Jeśli są tak mało ważne, to nad czym prezydent tak długo się zastanawia?
Te wnioski jakiś czas już tam leżą, nie chodzi zresztą tylko o nominacje, ale także i inne dokumenty, które wymagają podpisu pana prezydenta. Po za tym był taki czas, kiedy nominacje nie
budziły jakiś większych wątpliwości pana prezydenta i wszystko to przechodziło bardzo płynnie. Nie za bardzo wiemy, o co chodzi tym razem. Ze strony rządu na pewno nie ma żadnej woli
wywoływania jakiegoś konfliktu na tym tle.
Absolutnie nie wierzę, by panem prezydentem kierowały takie motywy. Dwa tak poważne organy państwa jak prezydent i rząd na pewno chcą wspólnie tę sprawę doprowadzić do szczęśliwego
końca. Najważniejsze, żeby nasi ambasadorowie jak najszybciej mogli zacząć prace.
p
, rzecznik rządu