. Stylizowany jest na telewizyjne reklamy kart kredytowych. Filmik zaczyna się sceną ze spotu PiS „Ojcowie założyciele Platformy”, w którym trzech mężczyzn w ciemnych okularach wchodzi do jednego pomieszczenia. I tu pojawia się pierwszy komentarz SLD:
Scena druga. Obraz ze spotu atakującego Pawła Grasia „Rzecznik rządu udaje się do pracy”. Komentarz Sojuszu: Scena trzecia. Fragment ostatniego spotu PiS „Spotkanie z waltzem”, na którym widać premiera Donalda Tuska grającego w piłkę. Komentarz SLD: „Występ Donalda w spocie PiS – gratis”. I ostatnia scena. Pojawia się uśmiechnięty szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Komentarz SLD:
>>> Zobacz jak liderka PiS niszczy Warszawę
– Poziom merytoryczny tych pseudospotów jest żaden, nie wnoszą one do dyskusji politycznej nic. – mówił wiceszef klubu Lewicy Tomasz Kamiński na specjalnie zwołanej konferencji. A polityków PiS pytał, ile pieniędzy z budżetu państwa poszło na zabawę jego spin doktorów. I skąd partia wzięła pieniądze: z dotacji, środków klubu czy funduszu eksperckiego? Sojusz skieruje oficjalne pismo do władz PiS z pytaniem o koszty filmów.
Co na to PiS? Adam Hofman w rozmowie z nami odpowiada: – Poseł PiS tłumaczy też, że w produkcję reklamówek zaangażowani byli pracownicy biura prasowego klubu. Jak nieoficjalnie przyznają posłowie PiS, zarówno biznesplan, jak i końcowy efekt akceptował Przemysław Gosiewski.
>>> Zobacz jak PiS szydzi z rzecznika dozorcy
Skąd zatem takie rozbieżności między kwotą wyliczoną przez SLD, a tą, którą podaje PiS? Nie wiadomo. – Najtańsza sekunda animacji w formacie 2D kosztuje 350 zł, a najdroższa – ponad 2,5 tys. zł – tłumaczył wczoraj poseł lewicy. My też sprawdziliśmy. Cena zależy od rodzaju stosowanej animacji.
W porównaniu ze spotami telewizyjnymi krótkie reklamówki internetowe rzeczywiście mogą być dla partii sposobem na szukanie oszczędności. Dlatego Tym bardziej że PiS ogłosiło konkurs na scenariusz kolejnych reklamówek. – Najlepsze opublikujemy i nagrodzimy – zapewnia Hofman.