Odnosząc się do budżetowych planów rządu, prezydent Lech Kaczyński w sobotnich "Sygnałach dnia" powiedział, że niższe dochody to konsekwencja odejścia od koncepcji państwa twardego.
Dlaczego jedni mają płacić VAT, a inni się finansować z tego, że go nie płacą?" - pytał Lech Kaczyński.
Pośrednio z prezydentem zgadza się szef klubu PSL. . "Są jeszcze pewne możliwości w ściągalności podatków" - przyznaje.
>>>Wielka dziura budżetowa. Będzie rekord
Jego zdaniem już dziś wiadomo, że inflacja i wzrost PKB będą wyższe od założonych, a dodatkowo NBP wpłaci ok. 5 – 6 mld zł z zysku dzięki słabemu złotemu. Dlaczego więc minister tego nie zakłada? "Bo chce przyzwyczaić opinię publiczną do złego scenariusza, a w trakcie kampanii prezydenckiej Donalda Tuska pokazać, że dzięki jego rządowi jest dużo lepiej" - mówi Glapiński.
Według niego mamy do czynienia z budżetem wyborczym Donalda Tuska i rozdawnictwem publicznych pieniędzy.
"Nie opłaca się rządowi przedstawiać specjalnie zbyt wysokiego deficytu, bo to ma przełożenie na reakcję rynku, na rentowność polskich obligacji, więc koszty przedstawienia tak wysokiego deficytu są wysokie" - przekonuje (pełny zapis rozmowy obok).
projekt budżetu to kompromitacja rządu. Przypomina, że jeszcze niedawno premier Donald Tusk i minister Rostowski zapowiadali, że będą bronić niskiego deficytu. "Teraz Platforma funduje zadłużenie, które będą spłacać pokolenia" - mówi szef Sojuszu.
twierdzi, że nie rozumie zarzutów opozycji. I przypomina, że to PiS, SLD i obóz prezydencki domagały się od rządu zwiększania deficytu. "Tak, ale nie dopiero wtedy, gdy dochody i wydatki państwa zupełnie się rozejdą" - odpowiada mu Glapiński.
"Mieliśmy do wyboru właściwie dwie drogi: albo podniesienie wydatków, a obiecaliśmy Polakom, że podniesienia podatków nie będzie, albo zwiększenie deficytu" - mówił w sobotę w RMF FM. I zaznaczył: "Mając do wyboru zwiększenie podatku VAT o 4 proc., a zwiększenie deficytu, minister Rostowski wybrał zwiększenie deficytu".