"Na razie nie ma powodów do głębszej rekonstrukcji rządu" - powiedział w niedzielę rzecznik rządu Paweł Graś.
Graś, który był gościem "Siódmego Dnia Tygodnia" w Radiu Zet przypomniał, że premier wysłuchał w sobotę informacji ministra skarbu Aleksandra Grada na temat sprzedaży
majątku stoczniowego, minister skarbu wymienił tez zespół odpowiedzialny za proces prywatyzacji stoczni. Jak wyjaśnił Graś minister wymienił członków zespołu, by w sytuacji "gdyby
rzeczywiście okazało się, że jakieś nieprawidłowości były" proces sprzedaży stoczniowego majątku nie został przerwany.
Graś pytany przez dziennikarzy o ewentualną dymisję ministra Grada powiedział, że "" trudno o niej mówić "".
"Na razie mamy informacje, że być może doszło do nieprawidłowości w procesie sprzedaży majątku, stąd doniesienie do prokuratury i dopiero kiedy prokuratura zbada, czy takie
nieprawidłowości miały miejsce, to ona ewentualnie będzie decydować o wszczęciu śledztwa i o wskazaniu ewentualnych podejrzanych" - powiedział rzecznik.
Innego zdania jest Joachim Brudziński (PiS). Według niego mamy do czynienia z "kryzysem państwa", a "ciężar" sprawy stoczniowej jest większy niż
"afery hazardowej". "A więc pytanie co jeszcze w państwie musi się wydarzyć, żeby premier Donald Tusk zrobił to, co polityk, mąż stanu powinien zrobić. W
dojrzałych demokracjach mały promil tych afer, które dotykają dziś rząd Donalda Tuska jest wystarczającym powodem do dymisji całego rządu" - powiedział Brudziński.
Podobnego zdania jest szef Lewicy Grzegorz Napieralski. "Jeżeli rzeczywiście tak jest, jak informują dzisiaj media, że są " - powiedział Napieralski. - powiedział szef Lewicy.
Według Grasia sprawa stoczni ponieważ reaguje on w takich sprawach "szybko, w sposób bolesny często nawet dla
Platformy i dla swoich najbliższych współpracowników i przyjaciół".
Stanisław Żelichowski (PSL) pytany z kolei jak koalicjant odbiera to, że z rządu odeszło tylu ministrów powiedział: ", ja rozumiem,
że na początku kadencji każdy minister napisał, jaką ma wizję swego resortu i po pewnym okresie sprawdził".
Minister skarbu wymienił zespół nadzorujący sprzedaż majątku stoczni: w Gdyni i Szczecinie.
Według informacji CBA przy sprzedaży stoczniowego majątku mogło dojść do popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych. N, która jednocześnie ma sprawdzić czy przestępstwa nie popełnił sam szef CBA Mariusz Kamiński, który o nieprawidłowościach powiadomił władze państwowe, nie
skierował zaś w tej sprawie wniosku do prokuratury.
O nieprawidłowościach w procesie sprzedaży stoczni w Gdyni i Szczecinie szef CBA zawiadomił premiera, prezydenta, a także władze parlamentu. Według Kancelarii Premiera szef CBA jako
funkcjonariusz publiczny nie zawiadamiając o sprawie prokuratury nie dopełnił obowiązku, przez co doszło do działania na szkodę interesu publicznego. CBA zapowiada z kolei, że własne
zawiadomienie do prokuratury skieruje w poniedziałek. Argumentuje, że zawiadomienie nie wpłynęło wcześniej, ponieważ Biuro przygotowuje niezbędne materiały.